|
BLOODTHIRST - Let Him Die
<<<
BUY
NOW online!
release date:
September 2007
format: CD
catalogue number: (Moon CD 050)
playing time: 35m:36s
file under: Thrash Metal
availability: available
>>> biography of BLOODTHIRST >>>
Old good THRASH METAL made for ultimate headbanging and
influenced by the early Kreator, Slayer, Dark Angel or Assassin.
Bang or die!
tracklist:
1. (Upon The Cross)
Tormented And Lost [mp3 sample]
2. Desecrate The Lie
3. Destroyer - Bringer of Flames
4. Crush The Bastard Nazarene
5. Thrashing Madness
6. Winds of Death [mp3 sample]
7. Violent Horde
8. Let Him Die
9. Excommunion (Sacrifice For Hell)
reviews:
Sounds of Death (S.O.D.)
Yet another bombastic assault of Hateful Antichristian Thrash Metal from the mighty Pagan
Records, Let Him Die from Bloodthrist envisions a reality where cursed Jesus Christ suffers
the agonies of the cross for all eternity with no hope of redemption or
ressurection.
From “Crush the Bastard Nazarene”:
On the hills of pilgrimage
You will find no saviour
The holy virgin has gone away
Leaving you to die
Children of the Lamb
Rise your fucking hands
Pray in vain to god almighty
Soon you will all burn in hell
Those seeking the warm embrace of eternal damnation would be well-advised to add this one to
their collection. 9 skulls (DH)
muzyka.gery.pl
Thrash metal powraca do łask. Tyle, że kojarzymy ten come back z orkiestrami typu Exodus czy
Overkill. A przecież więcej jest tam do odkrycia. Dla mnie głównymi autorami kolejnego
thrashowego szaleństwa są całe rzesze podziemnych komand, których członkowie ubrani w
niebieskie jeansy, białe adidasy, katany z setkami naszywek wiedzą jak grać dobry
thrash. Nie od dziś wiadomo, że „Polacy nie gęsi...” więc i my możemy się pochwalić rasowym,
thrashowym składem.BLOODTHIRST to nazwa dobrze znane w undergroundowym światku. Zespół za sprawą całej serii
demówek, splitów, epek czy licznych koncertów pokazał, że w ich słowniku nie ma słowa
przebacz. Teraz, ekipa z Poznania atakuje nas swoim debiutanckim, pełnowymiarowym albumem
„Let Him Die”. Struktura materiału jaki znalazł się na tej płycie przypomina starą niemiecką
szkołę thrash metalu ( tutaj wpiszcie swoje ulubione kapela na „K”, „S” czy „D”), której
BLOODTHIRST jest współczesnym, agresywnym adeptem. Oto przez trzydzieści pięć minut mamy do
czynienia z nieustannie pędzącą masą riffów, agresywnych wokali, furą nie do podrobienia
thrashowego klimatu, solówkami, kultowym – zwrotka, refren, zwrotka. Wszystko znamy.
BLOODTHIRST rozumie thrash, jako powrót do źródła, do wczesnych płyt Kreator, Assassin czy
Protector. Niektóre ich zagrywki opowiada na nowo, w uwspółcześnionej, zbrutalizowanej
oprawie. Dla kogoś może to mało zachęcające, ale w tym siła tej płyty. Niby zbiór dobrze
znanych elementów, lecz mamy do czynienia z thrash metalem, a thrash to muzyka prosta,
agresywna a nade wszystko przesiąknięta emocjami. „Let Him Die” powstał w coraz prężniej
poczynającym sobie Metal Sound Studio ( powstały tu płyty Union, Supreme Lord, Witchmaster
czy Bestiar) pod okiem Wojciecha „Polanda” Cenajka i nie ulega wątpliwości, że efekt jaki
osiągnął zespół wspólnie z realizatorem jest mocno zadawalający.
Płyta brzmi czytelnie, a zarazem jest hałaśliwa i surowa. Ważna częścią tego materiału jest
jego melodyjność. Panowie nie przestraszyli się co powiedzą „prawdziwi” i sięgnęli po
patenty rodem ze szwedzkiego black/death metalu co sprawdza się co najmniej dobrze. Ale,
żeby robić takie rzeczy, trzeba mieć jaja. A tych „Let Him Die” nie brakuje. Do tego
ascetyczna, ale nie pozbawiona klimatu, okładka i oprawa graficzna. Pagan Records firma,
która uraczyła nas tym wydawnictwem, opisuje jego zawartość jako Violent Thrash Metal From
Hell. I tego się trzymajmy.
Piotr Dorosiński
Staymetal.net
“Let Him Die” supone el primer disco oficial de esta banda polaca formada en el ano 1999.
Tras numerosos cambios de formación, el line-up presente en este debut está compuesto por
Kura a la guitarra, Mihu al bajo, MinT a los parches y un más que ridículo pseudónimo para
el fundador de la banda, Rambo, encargado de guitarra y voces. A pesar de ser una banda
sumamente activa, sus 4 splits, 3 demos, su álbum en directo y un recopilatorio, ahí es
nada, no ha sido hasta este pasado ano cuando el sello Pagan Records decidió apostar por
enésima vez por una banda underground, y brindarles la posibilidad de debutar con un larga
duración de estudio. Muchos son los síntomas que te llevan a pensar que Bloodthirst debe ser otra de esas tantas
bandas de black o death metal polaco. Sin embargo estas primeras impresiones respaldadas en
la portada del disco, su nombre y la procedencia son totalmente erróneas. Bloodthirst traen
consigo un thrash metal clásico, old school a más no poder, género nada prolífero por
tierras polacas, mina de bandas death y black metal, pero todavía poco inmerso en el thrash
metal.Dar una referencia de cómo suenan estos tipos es bien sencilla. Podríamos decir que suenan a
los Kreator más clásicos y antiguos, una mezcla temporal desde “Endless Pain” a “Coma of
Souls”. Sin duda las influencias de los germanos están claramente definidas en el sonido de
estos chicos, riffs demoledores, una voz gritona con un aire a la de Mille Petrozza, aunque
menos extrema y agresiva y más oscura, numerosos solos de guitarra y un sonido clásico, pero
perfectamente producido. Incluso hasta los solos de guitarra tienen cierto aire a los que
hacia hace ya algunos anos Gosdzik, Trzebiatowski y Mille en los esquizofrénios tiempos de
Kreator. Los medios tiempos predominan, siempre con ritmos alegres en las baterías, respaldando en
todo momento los violentos y agresivos riffs de guitarras. Los solos de guitarra, bastante
numerosos, son rápidos, ágiles y con rápidas escalas. Tremenda habilidad y técnica la de los
dos guitarras, que además hacen acto de aparición sin estropear las estructuras de los
temas, perfectamente introducidos instrumental y rítmicamente y sin provocar momentos de
caos o parecer que están metidos con calzador. El batería no se queda atrás, sus medios
tiempos son pura violencia y encajan a la perfección en las duras secciones rítmicas del
disco. Con una variedad de ritmos muy interesante, ejecuta redobles en los cambios de ritmo
a una velocidad de vértigo, además de tener momentos de pleno lucimiento en algunos rápidos
blastbeats, como por ejemplo en “Crush The Bastard Nazarene”.
Si te gusta el thrash metal clásico, en especial el de la época dorada de Kreator, no puedes
perderte este “Let Him Die”. Un disco intenso y tremendamente sólido para tratarse de un
debut, a pesar de que la banda ya tenga cierta experiencia. Aunque las influencias de
Kreator sean las más significativas en su sonido, tampoco podrás olvidar otros nombres como
Sodom, Bathory o Slayer al escuhar este disco. Totalmente recomendado para los thrash
adictos. Si queréis escuchar algunos samples del trabajo, lo podéis hacer visitando su myspace o
bajarlos desde los links anadidos al track-list.
EnslaveD
Pestilent Death ‘Zine
Poznańscy Krwiożercy przystąpili do kolejnego ataku, którego celem ma być zdobycie serc i
umysłów swoich wielbicielek z zakładów dla obłąkanych w całym kraju. Czy im się to uda, sam
dyżurny psychiatra kraju raczy wiedzieć. A na razie zajmijmy się narzędziem, za pomocą
którego chcą tego dokonać. A narzędzie mają naprawdę konkretne, gdyż jest to debiutancki
długograj o wesołym tytule „Let Him Die”. Znalazło się na nim 9 zajebistych kawałków
porządnego, europejskiego thrash metalu na bardzo przyzwoitym poziomie. Miałem już okazję
poobcować z poprzednimi demówkami poznaniaków i śmiało mogę stwierdzić, że ten materiał
niszczy z o wiele większą siłą niż wcześniejsze dokonania. Przede wszystkim przepełniony
jest dużą dawką agresji połączoną z siarczystym brzmieniem, drapieżnymi solówkami i
piekielnymi melodiami. Innym mocnym punktem „Let Him Die” jest różnorodność temp, dzięki
czemu bez zbędnej męczarni, a wręcz z dużą przyjemnością napierdala się baniakiem w rytm
takich kawałków jak „(Upon The Cross) Tormented And Lost”, „ Destroyer – Bringer Of
Flames” czy „Winds Of Death”. Jest to materiał bezkompromisowy, z jednej strony chwytliwy, z drugiej
kopiący po ryjsku aż miło. Oprócz samej muzyki jest jeszcze wrzaskliwy, diabelski wokal
Rambo, będący pociskiem zadającym ostateczny cios ofierze. Oczywiście wszystko, jak na
BLOODTHIRST przystało utrzymane jest w old school’owym stylu, więc o sterylnym i nowoczesnym
brzmieniu zapomnijcie. Jest to materiał przede wszystkim dla fanów brudu, zgnilizny i dużych
ilości siary. Polecam bez żadnego wahania.
Wasiu
metalvox.com.br
Os thrashers poloneses do BloodThirst estao com mais um material oficial na praça, se trata
do CD “Let Him Die’’ (Pagan Records), um pertado que já toma de assalto na musica “Upon The
Cross’’ e segue na veloz “Desecrate the Lie’’, com solos lembrando a melhor fase do Kreator,
até mesmo nos andamentos de bateria, com os vocais muito semelhantes ao feito pela banda
holandesa Occult e também o feito na The Haunted. “Destroyer – Bringer Of Flames’’ já começa
rápida, urgente e agressiva, com linhas vocais muito bem encaixada e viradas de bateria que
lembram bandas como Coroner, devido a quebradeira que MinT impoe ao seu instrumento. Em
seguida vem “Crush the Bastard Nazarene’’ com toda violencia e cadencia em seus riffs e
andamentos de dois bumbos, aliás, essa música nos shows deve ser uma total destruiçao, pois
é quase impossível ficar imune a bases e solos compostos para bater cabeça na frente do
palco, acompanhando as batidas da caixa da bateria. Também nas faixas ”Thrashing
Madness’’, “Winds Of Death’’, “Violent Horde’’, aliás esta última poderia estar em qualquer álbum do
Bewitched, devido ao forte acento Thrash Black Metal, até mesmo devido a todo conteúdo
lírico, que gira em torno de antireligioes, anticristianismo e afins, ou seja, essa música é
uma pancada nos ouvidos. Chegando no final deste petardo do Thrash Metal polones, temos a
faixa titulo, “Let Him Die’’, se caracterizando como uma das mais violentas do álbum, a
banda concentra todo ódio e brutalidade, como solos rápidos, a cargo de Kura e Rambo, que
também é o vocalista da banda, e completando a formaçao temos o baixista Mihu, que acompanha
com honra as rápidas viradas da bateria e imprime um peso fundamental na parte rítmica do
Bloodthirst. O CD encerra com “Excommunion (Sacrifice of Hell)’’, que encerra de forma
honrosa mais um álbum devastador vindo da terra dos mestres Vader e Behemoth. Nao sou muito
a favor desta dita ‘nova onda’ do Thrash Metal que invadiu nossa cena atual, apesar de ter
muitos nomes fortes e honestos neste estilo, devo dizer que na maior parte isso me cheira a
oportunismo puro e total modismo, mas quando ouço algo natural e coeso, de bandas que sabem
o que fazer com riffs e andamentos verdadeiramente Thrash Metal, me orgulho de resenhar e
dizer que merecem um lugar ao sol. Sei que posso até gerar polemica com esse comentário
acima, mas gerar angustia é algo necessário aos homens. Nota: 9.0
Ivan Agliati
rockunderground-mag.com
A banda tem como base o Thrash Metal. Um som trampado e violento. Mas é aquele Thrash que
beira o Death e raspa no Black, pois tem elementos de War Metal, com riffs que mais parecem
um bombardeio, solos caóticos, baixo denso, pesado e galopante, bateria que nem uma
metralhadora ou um HK, bumbos que parecem tambores do inferno na velocidade da luz. Alusao a
bandas como Slayer (da fase Reign Blood), Dark Angel e Assassin. Aliás, a banda que mais o
Bloodthirst parece, é com o Assassin, devido as similaridades com o seu Thrash bélico
(lembra da capa amarela com aquele tanque de guerra?). Destaques para as faixas Destroyer -
Bringer Of Flames, Winds of Death, Violent Hordes e a faixa-título. Com certeza, Let Him
Die será um pesadelo para o seu vizinho, principalmente se tiver gosto musical duvidoso (que
goste de qualquer porcaria que seja “música brasileira”). RC – 9,0
Iut De Asken
Flotten Metal mit viel Thrash und ein wenig Death bekommen wir von dieser Gruppe
geboten. Ich könnte jetzt nicht sagen, daß die Welt darauf gewartet hat, doch die Scheibe ist gut
eingespielt und rockt ganz ordentlich. Überzeugender Klischee-Metal, haha. Mit Soli und
Kopfnick-Abschnitten wird nicht gespart, macht schon Laune. Der Gesang ist schön rauh. Für
80er-Maniacs nicht verkehrt.
(Envimos)
Schwermetall.ch
Vertonte Gotteslästerung lässt sich nicht nur in Form von
Black Metal fabrizieren - das beweist die Plattenschmiede von
Pagan Records in letzter Zeit in schöner Regelmässigkeit und
angelt sich Truppen anderer Stilrichtungen, die ihren
schwarzmetallischen Kollegen in Sachen Blasphemie jedoch in
keinster Weise nachstehen.
Zwar haben die Paganer bei ihren Tauchgängen in derartigen
Untiefen den Stein der Weisen bislang nicht bergen können, die
eine oder andere brauchbare Veröffentlichung aber erblickte
bereits das Licht der Welt.
Beim letzten Fischzug erwischte es nun die Thrash Metal-Kapelle
Bloodthirst, die zukünftig unter der Flagge ihrer Landsleute
von Pagan Records in den Krieg gegen das Christentum ziehen wird.
Mit "Let Him Die" hat man nach Vertragsunterzeichnung
postwendend das erste Langspielalbum der achtjährigen
Bandhistorie angefertigt, welches man nun auf die gierigen
Revolutionäre auch jenseits der polnischen Staatsgrenze loslässt.
Schnell wird klar, dass Bloodthirst nicht mit geballter Faust in
der Tasche, sondern mit rotierender Streitaxt ins unheilige
Geschehen eingreifen und nicht darauf abzielen, Gefangene zu
machen.
Wenige Minuten genügen und schon haben sich die vier
Dauerwellenträger in Ekstase versetzt.
Die Töne sitzen besser als die Frisuren, deren Verfassung unter
den ruppigen Hochgeschwindigkeitsriffs umgehend ausser Kontrolle
gerät.
Knackige Gitarrenleads fordern zum Headbangen auf, immer wieder
durchschneiden flexible Soli das galoppierende Schlagzeug.
In bester Sodom- beziehungsweise Destruction-Manier formt man
griffige Melodiebögen, die mit eigenem Wiedererkennungswert
ausgestattet sind und sich nach den ersten beiden Hördurchläufen
unlösbar in den Gehörgängen verhaken.
Nostalgische Gefühle erwachen hier und da dank der gigantischen
Gitarrenarbeit, die sich schleunigst auch überhalb des
Untergrundes Gehör verschaffen sollte.
Höhepunkte aus den neun Kompositionen zu filtern wäre unnötig,
denn jedes Stück für sich ist ein kleines Meisterwerk - etwas
störend wirkt da nur die anfangs angesprochene antichristliche
Attitüde der Band, die man den Herren einfach nicht so richtig
abkaufen kann; die im Thrash Metal überwiegende neutrale
Haltung hätte es auch getan.
Die Produktion ist leider etwas matschig ausgefallen, kann den
Sechssaiter aber treffend ins Rampenlicht rücken - und das ist
bei "Let Him Die" die Hauptsache.
Satanisten werden sich mit Bloodthirst schwer tun, denn deren
Material ist für jede schwarze Messe schlicht und einfach
ungeeignet.
Freunde diffiziler und akkurater Instrumentalarbeit sind die
passendere Zielgruppe, die mit "Let Him Die" zu
erreichen ist.
Vom Gehalt des Gesamtwerkes wären die Polen wohl untergegangen,
wenn sie auf Black Metal zurückgegriffen hätten - das
Thrash-Gewand steht ihnen nämlich ausgezeichnet und macht
Appetit auf mehr!
10/13
Antichrist 'Zine
Having received the next package from Pagan Records (Poland),
waited with impatience, when the turn will reach to write the
reviews of these disks, as, only having looked on names of
groups, has received reliance, that there will be something
really destroying… and did not mistaken! So, BLOODTHIRST,
if I not mistaken, group is from Poland. Frankly speaking, this
disk has heard time… mmmm …. That not lie …
about 20-th! Both it is not enough but a little! BLOODTHIRST
completely also are clearly involved REAL old-school Metal! Well
and if to be exacter - old-school Thrash Metal. Densely involved
upon spirit of such monsters, as KREATOR! Naturally, for example,
times of "Betrayal". We have same hunging, mad forcing
to move rhythm-section and general Thrash Metal atmosphere. The
brightly expressed parties, medium-rate, fast parties…
Hoarse vox… And in a song "Thrashing Madness"
solo VERY MUCH has reminded TESTAMENT. As we see, any shit, only
thrash-thrash-thrash!!! Argh! For the Old-school maniacs these 9
tracks for 35 minutes will demolish a head once and for all! Are
you ready to accept a fatal doze of poison under the name
BLOODTHIRST? Yes? Then HURRY! 100 % old and 100 % Musthave!
5 +\5
Psychozine.eu
Mam tą przyjemność, że twórczość BLOODTHIRST znam od początku,
czyli od pierwszego materiału demo "End is the Beginning".
I chociaż nie każde dzieło, które wyszło spod ręki Poznaniaków
zwalało mnie na kolana, to jednak trudno byłoby nie zauważyć
progres zarówno muzyczny jak i aranżacyjny zespołu.
Album zaczyna się od numeru "(Upon The Cross) Tormented And
Lost" i od tej chwili wkraczamy w całkiem inny świat.
Cofamy się w lata przeszłe, dawne, prawie już przeze mnie
zapomniane. Kiedy wszystko nie było tak proste jak teraz. Kiedy
każdy na nogach miał Sofixy a na plecach ekran z okładką płyty
Kreator czy Destruction. Dlaczego tak? Dlatego, ze Bloodthirst to
spadkobierca najlepszych wzorców z tamtych lat. Ich muzyka kipi
nienawiścią, agresją i buntem a przy tym nie gubi za grosz
swojej tożsamości. Każdy dźwięk jest przemyślany, czytelny a
przy tym niesamowicie miażdżący. Każdy numer z osobna przede
wszystkim ma swój szkielet, który rozbudowany z głową tworzy
po prostu znakomity i jadowity thrash metal. I chociaż materiał
ten jest w pewnym stopniu przewidywalny i wręcz aż do bólu
przypominający trzy pierwsze albumy Kreatora, to nikt im żadnego
plagiatu czy gniotu zarzucić nie może. Cholernie mocna rzecz,
przy której trudno się nudzić. Rzekłbym nawet: pozycja obowiązkowa
pod choinkę hehehehe. Chłopaki z BLOODTHIRST przez te wszystkie
lata rozwijali się jako muzycy, nagrywali demówki, splity,
koncertówki i cholera wie co jeszcze - a długograja nagrać i
wydać przez długi czas nie mogli. Dopiero teraz za pośrednictwem
niestrudzonej stajni Pagan Records możemy dzierżyć ich
debiutanckie dzieło. I może lepiej się stało dla nich samych,
ze tak długo to trwało. Przynajmniej teraz dostajemy materiał
wyważony, dopieszczony i elegancki. Thrash till death!!
BELANGER
Metalcentre.pl
BLOODTHIRST to już niemłoda nazwa, znana każdemu szanującemu
się maniakowi ekstremalnego napierdalania w naszym kraju. Już
jakiś czas temu wypracowali sobie zasłużoną, czołową pozycję
w rodzimym podziemiu. Jednakże dopiero po ośmiu latach, obfitujących
w wydawnictwa innej maści, przyszedł czas na pełnowymiarowy
album "Let Him Die" wydany w barwach Pagan Records. A
debiut ten prezentuje się bardzo okazale...
Już od pierwszej sekundy trwania "Let Him Die" na nasze
głowy spada grad ciosów. Chłopaki ani myślą bawić się w
jakieś instrumentalne introdukcje czy inne tego typu słodkie wstępy,
tylko od razu atakują słuchacza swoim oldschoolowym Thrash
Metalem z lekką domieszką Black. Jest wściekle i bluźnierczo.
Po pierwszym utworze "(Upon The Cross) Tormented And Lost"
człowiek czuje się lekko sponiewierany i nie ma dość. A im
dalej, tym zacieklej. Jadowite gitarowe riffy duetu Rambo/Kura
wzbogacone o bardzo dobre solówki tego drugiego to siła napędowa
tej produkcji, której agresję wzmagają szaleńcze tempa garów.
Jest tu może trochę więcej melodii niż na wcześniejszych
wydawnictwach BLOODTHIRST. Wydaje mi się jednak, że głównie
dzięki temu zabiegowi ta płyta tętni życiem, nie ujmując
niczego z zajadłości muzyki tego bandu. Nad całością unosi się
autentycznie zła aura. Ta sama, która towarzyszyła wydawnictwom
Niemców sprzed dwudziestu lat z KREATOR czy DESTRUCTION . Na uwagę
zwraca też doskonała praca Polanda, który sprawił że
brzmienie choć cuchnące i wciąż ociekające smołą nie straciło
nic na swojej selektywności.
Muzyka zawarta na "Let Him Die" jest na tyle uzależniająca,
że mógłbym tej płyty słuchać na okrągło, za każdym razem
będąc coraz bardziej niszczonym. Nie ma tu mowy o jakiejkolwiek
nudzie. Świeże pomysły wykonane w starym, niezapomnianym stylu.
Ktoś powie, że to co chłopaki grają z oryginalnością chuja
ma wspólnego. I w pewnym sensie będzie miał rację. Ale tylko w
pewnym, gdyż dźwięki z tej płyty są tak niesłychanie bezpośrednie
i płynące prosto z umorusanych sadzą dusz muzyków, że już
sam ten fakt czyni ją unikalną. Jedno z najlepszych wydawnictw
2007 roku w Polsce... i jak dla mnie nie tylko w Polsce.
Ensifer
Burningblack.net
Obscure Thrash Metal is what this Polish quartet delivers at
“Let Him Die”, the band 10th release and first full
length album… Senseless violence and a strong anti-Christian
feeling is exactly what you’ll find here, devastating and
straight riffs drives the music through the 35 minutes this album
lasts, complemented by infernal blackish vocalization responsible
for this intense and notable blackened vibe that surrounds this
entire work, in the finest vein of bands like Kreator, Sodom or
even early Bathory… Even when the music of Bloodthirst is
unmistakably rooted in Thrash Metal, some old school Heavy Metal
influences becomes visible at some passages, where the savagery of
Thrash Metal is accurately mixed with some pretty melodic Heavy
Metal elements… The band’s strong anti-Christianity is
specially reflected at tracks such “Crush The Bastard
Nazarene”, “Let Him Die” and “Excommunion
(Sacrifice For Hell)”, where the profane lyrics mixed with
violent rhythms and sharpened guitar riffs result in killer
compositions worthy of attention… The simple and straight
structures reigns over this album, moving mostly at fast paced
velocities where the frenetic drumming in conjunction with rapid
riffs makes the headbanging impossible to resist. “Let Him
Die” is a crushing, intense and solid album; the nine tracks
this album contains are testament of violence and brutality
accurately mixed with the hellish Thrash Metal sound, resulting in
a tense and aggressive piece that will certainly delight everyone
who enjoys the vicious and obscure sound of bands such, Kreator,
Sodom, Slayer and Bathory… good work! (AP)
Satyr.yoyo.pl
Panowie z Pagan Records ostatnio mają naprawdę masę powodów
aby popaśc w samouwielbienie. Dlatego zastanawiam się czy warto
w ogóle ich w tym miejscu chwalic, co to by im za dobrze nie było.
No ale jak można inaczej skoro od dwóch tygodni pogrywa u mnie w
odtwarzaczu Stillborn, Revelation of Doom i właśnie opisywany
Bloodthirst? A już szczególnie, że jakoś nie specjalnie mi się
widzi posłuch czegoś innego w najbliższym czasie? Oczywiście
prawdziwe słowa uznania należą się zespołom, które nagrały
świetne LPki ale goście z Pagana również powinni dostac po
lizaku za danie szansy takim hordom, które pewnie zgineły by śmiercią
naturalną w podziemiu. Jak widac, opłacało się i to
bardzo…
Bloodthirst to taki cudowny kompromis w muzyce metalowej. Wielki
Most łączący agresywnośc i brutalnośc z klasycznymi
zagrywkami oraz dużą dawką melodyjności. Stary thrash
inspirowany niemieckimi zespołami w postaci Destruction, Vendetta
czy Grinder ale z wyczuwalnymi również amerykańskimi klasyki
jak Dark Angel czy nawet Vio-lence. W całej tej maszynie zwiększono
obroty, dodano jeden bieg i przyprawiono znakomitym mruczeniem
silnika. Pomimo swojej szatańskiej otoczki, tandetnej okładki i
nieco żałosnych liryk zespół udowadnia, że metal to nie tylko
zapieprzanie do nikąd i rąbanka pozbawiona jakiś logicznych spójnych
elementów. Można stworzyc materiał, mocny, wyrazisty i bardzo
świeży bazując na starych zagrywkach, patentach i wzorcach.
Muzyka pomimo dużej szybkości typowej thrashowemu łojeniu,
cechuje się niesamowitą melodyjnością i przebojowością.
Kwintesencją moich słów jest zdecydowanie “Desecrate the
Life”, który spokojnie mógł by się znaleźc u Marka
Sierockiego na antenie (hłehłe!). Album nie ma słabych momentów,
każdy utwór to naprawdę porządna i energetyczna dawka
gitarowego rzemiosła szczególnie jeżeli chodzi o popisy solowe
gitarzysty prowadzącego. Naprawdę przeurocza sprawa gdyż do całego
kotła z melodyjnymi riffami i przebojowymi zwolnieniami panowie
dorzucają tak normalne solówki, że aż na dzisiejsze standardy
w tego typu graniu… nienormalne. Dlatego z takim powodzeniem
wyciskają u człowieka wspomnienia o zespołach z przed 20 lat.
Minusy tej płyty? Chyba tylko te bliźniaczo podobne do siebie
riffy w niektórych utworach, które powodują, że człowiek w świadomości
wrzeszczy “Hej! Przecież oni przed chwilą grali to
samo!”. Nie jest to jednak przypadek zbyt częsty dlatego z
czystym sumieniem dziewiątka. A niech spróbują spieprzyc drugą
płytę…
Ocena: 9/10
Darkness.de
Nach 8 Jahren Bandgeschichte und unzähligen Veröffentlichungen,
die sich hauptsächlich auf Splits und Demos belaufen, bringen die
polnischen Thrasher von BLOODTHIRST ihr erstes vollständiges
Album heraus. Dies mag womöglich auch damit zusammenhängen, dass
die Truppe zu Beginn ihrer musikalischen Karriere in erster Linie
nur Coversongs gespielt hat, was mit ständiger Line Up Änderung
sowie Austausch der Zielrichtung letztlich in Eigenkompositionen
umschlug. Musikalisch orientieren sich die Polen zwischen hauptsächlich
Thrash und einem markanten Schuss Black Metal, der sich in einer
ganz fiesen Form, ähnlich der deutschen Band DESASTER, entlädt
und dabei aber dennoch unheimlich viel Spaß macht.
Was bereits mit den ersten Noten positiv auffällt, ist die
vollkommen situationsgemäße Produktion im Hinblick auf die eher
traditionelle, Old School behaftete Ausrichtung der Band, die
weder zu dünn daherkommt, noch in irgendeiner Form über das Ziel
hinaus schießt. Dazu gesellt sich dann der ziemlich angeschwärzte,
keifig wirkende Gesang von Rambo, der seine Sache meines Erachtens
besonders gut erfüllt, da man sein charakteristisches Organ
durchaus unter vielen wieder erkennen kann. Wie man sich
vielleicht vorstellen kann, sind eben die Möglichkeiten die
innerhalb eines rotzigen Black/Thrash Verrisses denkbar sind,
recht eingeschränkt, was bei „Let Him Die“ zwar
irgendwie deutlich wird, sich aber insgesamt durchaus noch in
einem amüsanten Rahmen befindet.
Dafür sorgen in erster Linie die einprägsamen Songstrukturen,
die trotz streckenweise enormer Räudigkeit und wütendem
Gedresche immer wieder Präsenz zeigt und zum mitgrölen und mitwüten
animiert. Sicherlich sind die Riffs und alles Drumherum nichts
Neues, aber wen interessiert das schon, wenn man das Ganze
musikalisch und schreiberisch so aufgewertet hat, dass ein richtig
feines, schwarzes Thrash Scheibchen entstanden ist, vor dessen
Grimmigkeit und Wut sich die Dübel in der Wand verkriechen.
Diesbezüglich und aufgrund der wirklich richtig unangenehm bösen
Aura, die BLOODTHIRST hier ausstrahlen, muss ich gestehen, dass
„Let Him Die“ für mich zu einem der besten,
geradlinigen und kurzweiligen Black/Thrash Höllenritte dieses
Jahres gehören und dabei sowohl die deutschen DESASTER, als auch
die Poserbande von NECROMESSIAH hinter sich lassen.
Ich kann dementsprechend nur empfehlen sich dieses Stück Musik
mal zu Gemüte zu führen, insofern man keine weltverändernden,
unglaublich innovativen Auswüchse erwartet. „Let Him
Die“ verpasst dem Hörer einen gut halbstündig andauernden
Kinnhaken, der gerade bei den besonders einfach gestrickten Songs
aufzeigt, dass auch der Schmerz und dessen Wertigkeit nur eine
Sache der Betrachtungsweise ist. Prost!
8/10 Punkten
Patrick Olbrich
masterful-magazine.com
Natura kobiety to zagadnienie niemożliwe do względnie
zadowalającego zgłębienia, zarówno z uwagi na złożoność
tematu, jak i jego szaloną abstrakcyjność. Jak powszechnie
wiadomo nic nie jest w stanie wyprowadzić człowieka z równowagi
równie skutecznie jak kobieta i to właściwie pod każdą
postacią. Nieważne, czy to matka, żona, kochanica, czy też w
końcu najbardziej krwiożercza odmiana ochrzczona wiele mówiącym
terminem "teściowa". Wszystkie one dysponują całym
wachlarzem środków, dzięki którym możemy się poczuć szczęśliwi.
Potrafią także w oka mgnieniu zamienić nasz nędzny żywot w
piekło. Z Bloodthirst sprawa jest znacznie prostsza i bardziej
oczywista. Twórcy "Let Him Die" nie serwują swojej
ofierze przyprawiającej o zawroty zmysłów huśtawki nastrojów.
Delektując się zawartością debiutu Bloodthirst nie zderzamy się
także czołowo z niezdobytym murem bolesnego niezrozumienia.
Tutaj się toczy czysta męska gra oparta na oczywistych
podstawach i czytelnych zasadach. Muzyka, jaką z entuzjazmem
wykonuje poznański kwartet to ognisty thrash metal nafaszerowany
szybkimi tempami, nieodzowną dawką rock'n'roll'owego brudu i
absorbującymi gitarowymi harmoniami. Zespół brzmi zdecydowanie
po europejsku i chwała mu za to. Dźwięki stanowiące "Let
Him Die" tętnią życiem oraz autentycznymi emocjami.
Posiadają także wulgarną i butną naturę, co zdecydowanie
stawia je w opozycji do wypolerowanych i natapirowanych produkcji
autorstwa tytanów z Bay Area. Debiut Bloodthirst ma jednak do
zaoferowania nieco więcej, niż tylko impulsywne ataki i gorącokrwiste
galopady. Panowie dbają o dozowanie emocji różnicując rytmikę
utworów oraz ubarwiając całość niebanalną melodyką. Warto
zwrócić także uwagę na finezyjne popisy solowe gitarzystów.
Wszystko to sprawia, że "Let Him Die" stanowi sztukę
bezkompromisową, a przy tym absorbującą. Stanowi również
bezproblemowo przyswajalne i co najważniejsze skuteczne remedium
w chwilach, gdy płeć nadobna z uśmiechem na ustach pozostawia
po sobie zgliszcza. 9/10
Robert Jurkiewicz
|