news releases bands download WEBSHOP distributors contact links  



HOME 
WEBSHOP
RELEASES
E-MAIL
MP3
DISTRIBUTORS
PROMO REQUEST

Pagan Records at myspace.com  

Pagan Records at LAST.FM

NEW releases:

 

moon52.jpg (38192 bytes)

GORTAL

Blastphemous Sindecade

 

moon51.jpg (21362 bytes)

MYSTERIA

Temple of The Scorn

 

moon50.jpg (26948 bytes)

HERMH

After The Fire-Ashes

 

HERMH

The Spiritual Nation Born

 

 

 

 

<<< previous release

next release >>>

STILLBORN - Satanas El Grande

<<< BUY NOW online!

release date:  December 2004
format: CD
catalogue number: (Moon CD 040)
playing time: 30m:05s
file under:  Death/Black Metal
availability: available
>>> biography >>>

An unholy gathering of old school blackened Death Metal darkness.Ten hymns of blasphemy and disgrace from superb Polish newcomer. This is in the vein of TRUE Death Metal bands, but not a mere carbon copy."Satanas El Grande" stands for WRATH, DEATH and DESTRUCTION!

track list:

1. Pactum Inferni MP3
2. Massacre
3. Satanas el Grande
4. Anti-God, Anti-Human
5. Execrable Lord Pretender
6. Thousand Faced Bitch
7. March of Armageddon
8. Wrath Death And Destruction
9. Holy Mother Fucker
10. The Sign of Evil Existence

reviews:

NECROMANCE.ES
Otra gran sensación que proviene de la increíble escena polaca, esta vez se trata de los STILLBORN, una banda que debuta con este "Satanas el Grande" y lo hace de manera excelente. Un trabajo basado en una temática totalmente anti-cristiana y compuesto por un total de 10 temas de los cuales 9 son propios y el último es una versión de los ROTTING CHRIST. Empezaremos hablando de los temas propios de la banda, en los que vamos a encontrar desde principio a fin una buena dosis de velocidad y agresividad, sonando bastante a una combinación de la velocidad de ANGEL CORPSE o los brasilenos KRISIUN, junto a otros elementos de bandas como sus compatriotas BEHEMOTH (ambas bandas mezclan de forma magistral elementos del Black y el Death), algo de los americanos INCANTATION y ciertas dosis del sonido de los DEICIDE o los primeros MORBID ANGEL; el resultado de esta mezcla son temas extremadamente feroces, cargados de rabia y con riffs despiadados y muy agresivos...en lo referente a la versión, pues está bastante bien lograda, ya que aun sonando a ROTTING CHRIST, la banda la ha adaptado a su propio estilo y parece hasta un tema propio. PUNTUACION: 8.50

RockMetal.pl
Dziesięć potwornych a celnych kopniaków wymierzonych prosto w zęby przez chłopaków z mieleckiego Stillborn sprawia, że w nieprzytomnym zwidzie przenosi się człowiek na Florydę końca lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Chrześcijańskie słońce pali szatańskie umysły, z piwnic i garażów wypływa na świat deathmetalowa zaraza, a wszystkich jednoczy chęć napierdalania w imię Rogatego. Zaczytujący się w prozie Mniszkówny Chuck Schuldiner nie jest jeszcze nadętym bufonem, Chris Reifert kolekcjonuje widokówki z Kalifornii, Dave Vincent z Treyem przypalają pierwsze blanty, a syn starego Bentona doprowadza do szału właścicieli lombardów próbując spieniężyć gówno warty medalion otrzymany w spadku po babci-emigrantce z Włoch. Metalowa ekstrema przeżywa dni swojej największej chwały. Prawie 20 lat później w ten idylliczny obrazek wpisuje się kwintet z dalekiej, zimnej Polski. 

Mielecki Stillborn to kolejny po Hell-Born, Anima Damnata, Throneum czy Azarath zespół, który podąża obranym kilka lat temu przez Pagan Records kursem na oldschoolowe deathmetalowe łojenie. I jak poprzednicy nie pozostawia złudzeń co do tego, jak powinno ono wyglądać. Programowo odrzucając wszelkie muzyczne i techniczne nowinki, epatują chłopaki brudem, smrodem, agresją, piekielną kanonadą dźwięków i opętańczymi rykami przeżartych gorzałą gardeł. Słychać tu i Morbid Angel, i Deicide, i niedoceniany Angelcorpse, a przede wszystkim ogromną pasję, potężny ładunek negatywnej energii eksplodujący na trwającym ledwo ponad pół godziny krążku. A dzięki braciom Wiesławskim ze studia Hertz, którym udało się tą dzicz okiełznać, Stillborn debiutuje na oficjalnym rynku płytą, która nawet jeśli nie stawia zespołu w ekstraklasie krajowego undergroundu, to przynajmniej gwarantuje mu mocną pozycję wśród hołdujących starej szkole death metalu długowłosych chojraków. 

Aspiracje mieleckiej załogi zapewne dalej nie sięgają, "Satanas el Grande" spełnia więc swe zadanie doskonale. Nieporozumieniem byłoby oczywiście mówienie o wytrysku muzycznego geniuszu, ale przecież zupełnie nie o to tu chodzi. Tu trzeba wcisnąć "play", złożyć łapę w diabełka i od pierwszych dźwięków "Pactum Inferni", aż do zamykającego płytę coveru "The Sign of Evil Existence" Rotting Christ napierdalać łbem dla Szatana. Co też z dziką rozkoszą czynię. 
BadBlood 

Old Temple Magazine - www.oldtemple.com
Następcą "Death Monsters" splitu z AZARATH a zarazem i debiutanckim albumem jest "Satanas el Grande". Death metalowe komando z Mielca uderza w nas 10 kawałkami brutalnych dźwięków utrzymanych w oldschoolowych klimatach. Trzeba zaznaczyć, że wśród tej dziesiątki jest cover ROTTING CHRIST. Brzmienie zawiera wszystkie brudy, ale taki był zamysł. Opętańcze wrzaski wydostające się z gardzieli Tomasza świetnie pasują do tej brutalnej maszyny która wali w nas riffami i blastami na wysokim poziomie. Pomimo zajebistych prędkości są momenty zwolnień (choć jest ich bardzo mało) i rytmicznej gry. CD zawiera dużą porcję bluźnierczych krzyków związanych z satanizmem. A więc wszyscy razem krzyczmy "Czcijmy kozła"!!! STILLBORN nagrywając tą płytę postawił poprzeczkę bardzo wysoko i dzielnie reprezentuje Pagan Records na tym naszym ziemskim padole. Nad czym się tu więcej rozczulać? Poprostu miłośnicy starej deathowej szkoły będą zachwyceni tym wydawnictwem. Ocena: 6/6 
merciless

METAl.PL
Stillborn to zespół z Mielca, powstał w 1997 roku, działał na początku w trzyosobowym składzie i w takim nagrał w 1999 roku demo Mirrormaze, a w 2001 Die In Torment 666. W 2004 roku powstaje "Promo 2004", które było zwiastunem tego, co nadeszło, a co ja będę starał się tutaj uchwycić w recenzji, co jest sprawą niezbyt łatwą. Satanas El Grande, bo o tej płycie będzie mowa, zawiera 10 utworów, z czego ostatni jest coverem utworu zespołu Rotting Christ - "The Sign Of Evil Existence". Wydawcą tego z ziemi pochodzącego, a w piekło wnoszącego materiału jest Pagan Records. Od czasów powstania zespół zmienił skład i teraz prezentuje się on tak: Killer - gitary, wokale, Andzrej - bas, wokale, Łukasz - perkusja (bębny), M - wokal i Ikaroz - gitara. Produkcją zajęli się bracia Wiesławscy z Hertz studio i Killer. Stillborn sięgnął w tej produkcji do starej, doskonałej i docenianej szkoły death metalu, ale dodał do niej wpływy postępu, jakim uległ ten styl i powiedziałbym dodał dodatkowego feelingu. Wszystko z wprost idealnym wyczuciem, pełnym poświęcenia życiem. Precyzja, zawziętość, złość, agresja, nienawiść, serca i dusze oddane jedynie słusznym ideom, nie pozostawiające żadnych złudzeń teksty utworów, chociażby wykorzystanie tekstu Charlesa Baudelaire'a "Satanas El Grande", który pozwolę sobie przytoczyć pod koniec recenzji. Ze wszechmiar bijący po oczach Szatan, bluźnierstwo, ogień, szybkie tempa na przemian z wolnymi, bez chwili oddechu i z potężną eksplozją perkusji. Momentami aż trudno uwierzyć, że za garami siedzi człowiek. Na domiar sławionego zła, czuć szczyptę siarki doprawionej delikatnie zaznaczonym black metalem i wokal Killera wbijający kolejny gwóźdź do trumny. Szukałem jakichś potknięć, ale na próżno ich szukać, perfekcja, dynamika, ciężar, brutalność, emocje, masakra i rzeźnia to atuty, których nie może nikt zabrać tej płycie. Aż strach pomyśleć, co może dokonać Stillborn na następnej produkcji. A teraz idźcie do sklepu i dajcie upust swoim szatańskim żądzom, warto zagłębić się w świat prezentowany w Satanas El Grande. To jest już musowa pozycja dla szanujących się death maniaków. Polecam!!!
Mag

Strefa Klimatyczna
Ludzie postępu mogą sobie darować poszukiwania. To jedna z tych płyt, które nie tylko nie podążają za trendami, ale też podle cofają czas. Z pełną premedytacją i na pewno nie dlatego, że brakuje pomysłów i odwagi na wymyślenie czegoś własnego.
"Satanas el Grande" to wycieczka na gorące ziemie Florydy. Miejsce jednoznacznie zdradza muzyczne preferencje. Death metal w pełnej okazałości. Bez kompromisów, bez przelewek i bez eksperymentów. Pierwsze, co rzuca się w uszy to brudne brzmienie. Stłumione, płaskie, typowe dla produkcji początku lat 90-ych (choć niewątpliwie jest bardziej profesjonalnie). Można je traktować zarówno jako wadę jak i zaletę. Koneserzy przyzwyczajeni do klarownych produkcji mogą poczuć zbytnie uwstecznienie. Z kolei ci, którym marzy się retrospekcja w pełnym tego słowa znaczeniu, poczują zapach siarki. Stylistycznie i brzmieniowo Stillborn hołduje starej szkole death metalu. Słychać fascynacje wczesnym Morbid Angel, Krisiun czy Deicide. Jest szorstko, wściekle, nie ma miejsca na uspokojenia i świeży oddech. Przy zachowaniu zwierzęcej agresji Stillborn stara się (oczywiście na miarę obranego gatunku) urozmaicać utwory. Czasem pojawi się "powyginana" solówka, innym razem uwagę zwracają niespodziewane perkusyjne przejścia. Nie ma jednak mowy o kombinowaniu, eksperymentach czy kreowaniu się na metalowego technika. Przekaz płyty jest dosady i prosty - szybko, agresywnie, w hołdzie Rogatemu.
Na deser Stillborn proponuje cover Rotting Christ "The Sign of Evil Existence". Przeróbka niczym nie rożni się od pozostałych dziewięciu utworów. Miłośnicy starej deathowej szkoły będą zachwyceni. Uwierzą, że druga młodość to nie tylko teoretyczne pojęcie.7  / 10
Małgorzata Gołębiewska

GAZ-ETA
Stillborn to polska formacja deathmetalowa (podchodząca momentami pod grind) trzymająca stary, dobry klimat gatunku. Po krótkim intrze brzmiącym jak podkład do filmu grozy zaczyna się bezpardonowa ale techniczna sieka okraszona wściekłym growlem. Dziesięć kawałków na "Satanas el Grande" utrzymanych w klimatach lat 90-tych jest bardzo spójnych - perkusja niczym karabin maszynowy, miażdżące riffy, szybkie solówki ze zwolnieniami - słowem deathmetalowa, bezpardonowa ściana dźwięku z charakterystycznymi zawodzeniami gitar. Samo brzmienie nie jest specjalnie odkrywcze (klasyczny deathmetal) ale moc i ogień posiada odpowiedni. Sporo też tu technicznych solówek współgrających z klasyczną sieką - słowem dobra produkcja Hertz Studio. 
V.Ziutek 

Masterful
Wściekły, brudny i bluźnierczy death metal w wykonaniu Stillborn przechodzi przez moje uszy jak czysty spiritus przez gardło alkoholika. Ogień pali rozkosznie nie zostawiając w głowie żadnych chrześcijańskich bakterii i wirusów pobożnych myśli. Brzmienie, jak mniemam, pozbawione jako takiego masteringu, idealnie syfiaste, ale wciąż nieznośnie brutalne, doskonale pasuje do tej intesywnej maszyny siarczystych riffów, blastów, ryków i wyjących solówek. Mielczanie w przepięknym stylu debiutują krocząc swoją drogą zniszczenia, tworząc coraz bardziej nienawistne dźwięki, wobec których nie pozostaje nic innego jak tylko napierdalać dynia, aż mózg zamieni Ci się w płynny kisiel i wypłynie uszami. Żeby nie było zbyt nudno i monotonnie, dorzucili skurczybyki na koniec cover Rotting Christ, który w ich wykonaniu, nabrał 666 razy większej mocy i jadu. Nie ma się nad czym dłużej roztkliwiać - zdobywajcie to cacko bez namysłu i poczujcie przedsmak piekielnych tortur, które Ten Z Dołu już dla Was niechybnie szykuje. Boicie się? To lepiej szybko stąd spieprzajcie - to jest kurwa death metal a nie kurs tańca latino!
ocena: Olo...9 

Independent.pl
Oto jeszcze jedna ognista płyta, w wydawaniu jakich Pagan Records od jakiegoś czasu się specjalizuje. Wiadomo: Witchmaster, Azarath, Anima Damnata, Throneum... Stillborn, nie tylko ze względu na wydawcę, zostanie chyba kolejnym ogniwem tego łańcuszka. Całe szczęście, że muzykę wszystkich tych zespołów - choć kolektywnie zmierzających w stronę maksymalnej ekstremy - dzielą wyraźne różnice. 
Grupa z Mielca prochu nie odkrywa - zawartość ich debiutanckiego albumu na dobrą sprawę można sklasyfikować jako ekstremalny death metal, który spokojnie mógłby narodzić się w pierwszej połowie ubiegłej dekady. Struktury kawałków konsekwentnie omijają wszelkie popisowe kombinacje, prując naprzód w bardzo szybkim tempie, co bynajmniej nie znaczy, że na "Satanas el Grande" mamy do czynienia z niekontrolowaną młócką na oślep, czy z graniem "po omacku". Innymi słowy: żaden z instrumentalistów nie stosował się podczas nagrań tego albumu do zasady: "wystarczy, że użyjemy jednej struny, ze dwóch progów i podłożymy pod to perkusyjną siekę"... Zresztą, o umiejętnościach - choć nie wirtuozerskich - świadczą stosunkowo melodyjne solówki, przyjemnie rozświetlające zawziętą kanonadę. 
Dużą zaletą płyty jest bardzo autentyczne brzmienie, na które składają się masywne, brudne ściany gitar ostrzeliwane uderzeniami akustycznie nagranych bębnów. Jakże odmiennie od większości metalowych produkcji, na których grają perkusiści uzależnieni od triggerów, brzmią tu gary! Zespół stawia na intensywność, czasem wręcz kosztem selektywności, ale wychodzi im to na dobre. Trudno na tym trzydziestominutowym albumie cokolwiek wyróżnić, może poza mrocznym wprowadzeniem, chyba świadomie zarchaizowanym "HolyMother Fucker" i przeróbką "The Sign of Evil Existence" Rotting Christ. Tej ostatniej nie zamieszczono na płycie przypadkowo, bo w autorskiej twórczości Stillborn także wyraźnie wyczuwalny jest diabli pierwiastek. Reasumując: zła płyta w dobrym tego słowa znaczeniu. 
Krzywy

NBC
Mystic ma swojego Behemoth, a Pagan Records - Stillborn! Jeżeli nadal uważacie, że do tych pierwszych nic się nie umywa, to radzę zweryfikować swój pogląd na ten temat, bo Stillborn depcze naszym 'światowcom' po piętach. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Stillborn nagrał przed opisywanym tu debiutem zaledwie dwie demówki i split Azarath. Nie chcę być tutaj źle odebrany, ale "Satanas el Grande" to w najbardziej lakoniczny sposób rzec ujmując taka 'brudniejsza' wersja "Demigod", haha! Ale Stillborn wierniejszy jest wyznacznikom starej szkoły, co doskonale usprawiedliwia brak elektronicznych nakładek na muzykę. Nie mniej jednak sound uzyskany w Hertz jest inny niż wszystko to, co tam się wykluwa. Uzyskany w 'białostockiej wylęgarni dźwięków' sympatyczny brudek muzyczny nie przeszkodził w otrzymaniu mega-soundu. Charakterystyczna dla minionej dekady chrypka opanowała każdy instrument, dzięki którym piątka muzyków generuje sporą ilość hałasu na poziomie. Stillborn nie zatrzymuje się ani na chwilę, a więc bez zbędnych przystanków gitarowemu napieraniu nie ma końca. Gwałtowność każdego riffu jest tutaj wyraźnie wyczuwalna, a cięte z pasją solówki wywołują ciary na plecach. Na dokładkę, po tych dziewięciu miażdżących numerach dostajemy cover Rotting Christ. To ostatnio dosyć popularne, aby klasyki black metalu ubierać w death metalowe ciuszki, bo podobnie postąpił nieco wcześniej Eclypse z samaelowskim "After The Sepulture". Wersja "The Sign of Evil Existence" mielczan jak na death metal przystało jest nie tyle krótsza, co bardziej intensywna, nieobliczalna, wręcz szatańsko niszczycielska! Po ciekawym albumie Deception, trochę przeciętnym Preludium mielecka scena death metalowego bluźnierstwa kolejny raz atakuje w najlepszym stylu. Choć jest na tym świecie kapel lepszych multum, to Stillborn nie ma prawa wstydzić się swoich pierwszych, oficjalnych wypocin. Pamiętajcie: "Old school never die!!!"
kaReL
ocena: 8/10

Rockmetal.pl
Dziesięć potwornych a celnych kopniaków wymierzonych prosto w zęby przez chłopaków z mieleckiego Stillborn sprawia, że w nieprzytomnym zwidzie przenosi się człowiek na Florydę końca lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Chrześcijańskie słońce pali szatańskie umysły, z piwnic i garażów wypływa na świat deathmetalowa zaraza, a wszystkich jednoczy chęć napierdalania w imię Rogatego. Zaczytujący się w prozie Mniszkówny Chuck Schuldiner nie jest jeszcze nadętym bufonem, Chris Reifert kolekcjonuje widokówki z Kalifornii, Dave Vincent z Treyem przypalają pierwsze blanty, a syn starego Bentona doprowadza do szału właścicieli lombardów próbując spieniężyć gówno warty medalion otrzymany w spadku po babci-emigrantce z Włoch. Metalowa ekstrema przeżywa dni swojej największej chwały. Prawie 20 lat później w ten idylliczny obrazek wpisuje się kwintet z dalekiej, zimnej Polski. 

Mielecki Stillborn to kolejny po Hell-Born, Anima Damnata, Throneum czy Azarath zespół, który podąża obranym kilka lat temu przez Pagan Records kursem na oldschoolowe deathmetalowe łojenie. I jak poprzednicy nie pozostawia złudzeń co do tego, jak powinno ono wyglądać. Programowo odrzucając wszelkie muzyczne i techniczne nowinki, epatują chłopaki brudem, smrodem, agresją, piekielną kanonadą dźwięków i opętańczymi rykami przeżartych gorzałą gardeł. Słychać tu i Morbid Angel, i Deicide, i niedoceniany Angelcorpse, a przede wszystkim ogromną pasję, potężny ładunek negatywnej energii eksplodujący na trwającym ledwo ponad pół godziny krążku. A dzięki braciom Wiesławskim ze studia Hertz, którym udało się tą dzicz okiełznać, Stillborn debiutuje na oficjalnym rynku płytą, która nawet jeśli nie stawia zespołu w ekstraklasie krajowego undergroundu, to przynajmniej gwarantuje mu mocną pozycję wśród hołdujących starej szkole death metalu długowłosych chojraków. 
Aspiracje mieleckiej załogi zapewne dalej nie sięgają, "Satanas el Grande" spełnia więc swe zadanie doskonale. Nieporozumieniem byłoby oczywiście mówienie o wytrysku muzycznego geniuszu, ale przecież zupełnie nie o to tu chodzi. Tu trzeba wcisnąć "play", złożyć łapę w diabełka i od pierwszych dźwięków "Pactum Inferni", aż do zamykającego płytę coveru "The Sign of Evil Existence" Rotting Christ napierdalać łbem dla Szatana. Co też z dziką rozkoszą czynię. 
autor: BadBlood 

Rock Magazyn
Powstały 8 lat temu mielecki Stillborn dał się poznać w ostatnich latach goszcząc na wielu koncertach. Na swoim koncie przedstawiciele starej szkoły death metalu zgromadzili do tej pory 2 dema: debiutancki Mirrormaze z '99 roku i pochodzący z roku 2001 r Die In Torment 666. Z kolei z ubiegłego roku pochodzi materiał Promo 2004, który nieco później ukazał się na splicie z Azarath Death Monsters pod szyldem Time Before Time Records faktycznie stając się prologiem do pełnego albumu Stillborn- Satanas el Grande zawierającego 10 utworów w tym cover Rotting Christ.
Zawsze powściągliwy i konkretny Stillborn grający brudny death metal tym razem zachował się jak chirurg który z precyzją przecina ropiejący wrzód. Dzięki ogromnej wrażliwości muzycznej kwintet z Mielca w szatański i, jak się okazuje, znakomity sposób połączył tradycję z postępem. Awangardowy mariaż starej dobrej szkoły death metalu ze szczyptą black metalowego pieprzu, którym bez wątpienia jest Satanas el Grande sprawił że powiało świeżym powietrzem na krajowej scenie d/m. Ta pełna wirtuozerii szatańska orkiestra jaką jest Stillborn nie pozstawia cienia wątpliwości, mielczanie spowodowali niszczycielski przeciąg - brutalny konkret, perfekcyjna spójność, rzeźnia. To album pełen emocji, dynamiki i ciążaru, i jeśli ktoś odważy się snuć jakiekolwiek wątpliwości na temat kondycji rodzimej sceny detah metalu zostanie w masakrujący sposób potępiony, a z wątpliwości pozostanie miazga. Agresywny i bezlitosny Stillborn jest w doskonałej formie, to będzie jedna z najważniejszych i najlepszych płyt tego roku.
Majstersztyk. 6/6
Izabela "Iza( )el" Larisz

PSYCHO ZINE
Oficjalny debiut grupy z Mielca nagrano w białostockim studiu Hertz, a składa się na niego 10 utworów utrzymanych w stylu oldschoolowego death metalu, w tym "The Sign Of Evil Existence", cover formacji Rotting Christ i wreszcie 20.12.2004 roku odbyła się oficjalna jego premiera. Długo czekałem na ten moment i się doczekałem:-) Teraz już mam tą płytkę w domu i od kilku dni raczę jej dźwiękami moim wszystkich przemiłych sąsiadów. Zastanawiacie się zapewne co niektórzy dlaczego czekałem z utęsknieniem na ten materiał?? Odpowiedź jest prosta: jeśli ktokolwiek zna demo "Die In Torment 666" oraz split wydany z bogami z AZARATH, czekał na ten debiut tak samo z utęsknieniem jak i ja. Po prostu STILLBORN stał się gwarantem naprawdę do....pasionego death metalu przez duże "D", i stąd ta niecierpliwość w czekaniu na ten materiał. Jak już wyżej wspomniałem, na album ten składa się 9 kawałków autorstwa STILLBORN oraz cover greków, co ogółem daje nam dziesięć odsłon szaleństwa, nienawiści i pogardy ubranych w prawdziwy, męski oldschoolowy death metal. Już pierwszy kawałek "Pactum Inferni" (dla mnie numero uno na całej płycie!!) kopie nas w mordę i uświadamia, że nie będzie lekko!! Każdy kawałek po kolei niszczy, miażdży i masakruje słuchacza. Z każdą przesłuchaną sekundą tego albumu człowiek uzależnia się od tej płyty i masochistycznie chce jej więcej i więcej. Nie, nie będę się rozpisywać za dużo!!! Kupcie tą płytę i przekonajcie się sami. Ten materiał to masakra, to jak orgazm.... muzyczny orgazm. Każdy prawdziwy deathmaniac powinien mieć ten album w swojej płytotece: oryginalny i wypasiony a nie jakieś dziwne "mp3". Szanujmy naszą scenę. Także wysyłać 3 banknoty po 10 PLN na adres PAGAN RECORDS a potem jak już płytka zawita do domu pozostanie tylko włączyć play w cdplayerze i machać łbem dla KUSEGO. Naprawdę jest przy czym. Dla mnie to debiut roku 2004 roku. REWELACJA!!!!! 5/5
ROBERT ŁĘGOWIK

>>> submit a review

 

(c) pagan records