|
ANIMA DAMNATA - Agonizing Journey Through The Burning Universe and
Transcendental Ritual of Transfiguration
release date:
December 2003
format: CD, MC
catalogue number: (Moon CD 037, Moon MC 047)
playing time: 36m:39s
file under: Satanic Death Metal
availability: available
>>> biography >>>
The first full-lenght CD of one of the most extreme bands on Polish Metal scene.
Blasphemous, chaotic grinding Death Metal. Shit Sex Satan! For
fans of Incantation, Blasphemy, Exhumed, Immolation.
track list:
1. Incipit
2. Onward To Dungeons of Death
3. Antichristian Nuclear Shitlust
MP3
4. Deus Mortem
5. Rebirth In Sodomy, Rebirth In Suffering (The Symphony of Sin)
6. Is It Worth Waiting For The Death Call?
7. Necrosadistic Masturbation Upon The Mary's Disembowelment
Corpse
8. Satanation
9. Demonic Dominion
10. Fecal Daemon
11. Prometheus Corpophagus
reviews:
www.himnosrituales.com
Vaya titulo.. aunque los de sus temas no quedan atrás como Necrosadist Masturbation Upon the Mary's Disembowed Corpse...bien que mas se podría esperar de su música si no mórbido y bizarro war/death metal a lo BLACK WITCHERY, ABOMINATOR, y mucho DEICIDE. Sonido bien caótico, sin compasión los pocos momentos de calma son los de algunos solos que .a pesar del caos son
notorios, también hay muchísima influencia de los KRISIUN con temas casi similares a los vecinos... este brutal caos es bien cabron , acojonante , no digerible si lo tuyo es materialcito mas light...Lo que me gusta es esa puta sensación de tener el death/grind y el black a la vez pateando tus bolas es bien de maniacos....no hay temas con grandes estructuras y cohesión....solo un degradante pandemonium nuclear ..Hagan un ejercicio: imaginen que los alias de los miembros de AD fueran música entonces entenderás su
estilo; léanlos por favor:.. : Master of depraved dreaming and Emperor of the Black Abyss the Great Lord Hziulquoigmzhah Cxaxukluth vel Necrolucas (DRUMS) , Necrosodomic Corpse Molestator (GUITAR / VOCALS) Bestial Crusher of Holy Prophets Y Nocturnal Harvester of Christian Lambs and the Great Messenger of Subliminal Satanic Messages (BASS)... sufiiciente explicación....
Parece que la banda ha tenido algunos problemas con su alineación y están también a la espera de un nuevo sello para su próximo álbum. SEX, SHIT and SATAN es su lema ...ahh escucha su tema en Mp3 (abajo)
Himnos Rituales de Guerra 9/10
PSYCHO:
No i kolejny powrót Wrocławskich wielebnych. ANIMA DAMNATA powraca w na pewno nie innowacyjnym stylu bo w ich przypadku po co. Ten kto słyszał wydany split z THRONEUM pod nazwą
"Gods Of Abhorence" to doskonale wie o kim mowa.
Tytuł nowej płyty to "Agonizing Journey Through The Burning Universe And Transcendental Ritual of
Transfiguration". Właśnie tą inwokacją jesteśmy na początku zachęcani do zwiedzenia zakątków płonącego wszechświata. Po włożeniu jej do paszczy odtwarzacza już nie ma drogi powrotnej, a już na pewno nie jest przyjaźnie, sympatycznie i klarownie. Jesteśmy katowani bardzo dobrze zagranym death metalem starej szkoły oblepionym wszystkim co cuchnace, paskudne ,zboczone czyli tym co najsmaczniejsze w metalowych dźwiękach.
Materiał nie jest techniczną bombą, nie obfituje w rewelacyjne patenty eksplorujące nowe oblicze tej muzyki. Nie to nie jest ten krążek, to nie jest ta półka, tu sie napierdala nie patrząc kogo, w co i za co. Już stylistyka okładki sugeruje, iż cackania jeśli chodzi o brzmienie nie będzie. ANIMA DAMNATA spłodziła jedenaście utworów, które zdaje sie żyjąc swoistym dla siebie organicznym syfem przyprawiają niejeden uśmiech na gębie każdego ciekawskiego. Po jego wysłuchaniu pojęcie formy staje się cholernie względnym, jak w ogóle jeszcze ma jakiś sens. Także jeśli macie owe wydawnictwo w łapach to nie czytajcie żadnych recenzji, nie pytajcie innych o zdanie, nie oglądajcie się za siebie tylko szybko do domu i zapuszczać do bólu a wtedy dowiecie sie co to naprawdę znaczy. Prawdziwy rarytas nie tylko dla weteranów.
MARIUSZ KAMINIK
MROCK:
Jeśli ktoś myśli, że będę się w niniejszej wypowiedzi rozwodził nad szeroko pojętą stylistyką i środkami wyrazu, którymi operuje ANIMA DAMNATA to niech spierdala!!! Tu nie ma drugiego dna, czy jakiejś płaszczyzny interpretacji! To jest zepsuty, zły, podszyty nienawiścią i perwersją diabelski pomiot! ANIMA DAMNATA nie ma ambicji zaskakiwać słuchacza rozwiązaniami kompozycyjnymi czy wypieszczonym brzmieniem! Aspiracją wrocławian jest „rozpierdolić” każdego brutalnością (bynajmniej nie wyrafinowaną), złym smakiem i zezwierzęceniem, przy którym wyczyny Vlada Tepesa stają się dziewiczą igraszką! Myśl przewodnia ANIMA DAMNATA to „Sex,Shit,Satan” i w tym haśle muzyka ta się zamyka! Jest ona elementem i narzędziem głęboko zakorzenionej postawy wobec życia, mało tego ta muzyka jest po prostu życiem tych ludzi! Dewiacja albo i nie, ale budzi respekt i pewien szacunek! Jeśli przyjąć te założenia, Agonizing… jest arcydziełem w swojej klasie! Ale nie dajmy się zwariować, brutalność i bunt to jeszcze nie wszystko, a w końcu oceniać przyszło mi muzykę, a ta rządzi się swoimi prawidłami. Znam kilka ciekawszych rzeczy…
Ocena: 7.5
METAL RULEZ:
Wszyscy wiemy (albo i nie...:)) jaki wizerunek samych siebie starają się kreować muzycy zespołu Anima Damnata. Rzucający mięchem rzeźnicy i zwyrodniali bluźniercy. Tak proszę Państwa, oto jest właśnie Anima Damnata! Już po pierwszym przesłuchaniu ich najnowszego albumu nie możemy mieć żadnych wątpliwości że właśnie na takie miano w pełni zasługują.
Tak ekstremalnie brutalnego i dobrego zarazem death metlu w polskim wykonaniu to ja już dawno nie słyszałem. Krążek ten po prostu miażdży! Z miejsca nasze uszy katowane są niewiarygodnymi, walcowatymi tempami i przerażająco diabelskimi wokalami. Całość potęgowana jest przez chore, elektro-industrialne wstawki. Brzmienie oczywiście ohydnie brudne ale takie przecież powinno być... inne brzmienie by tu po prostu nie pasowało. Moim zdaniem nie ma co się zbytnio nad tym krążkiem rozwodzić. Każdy fan ekstremalnego i brutalnego death metalu powinien odkryć ten album dla siebie...
Ten album katuje, niszczy, rujnuje i zabija. Pozostawia po sobie jedynie zgliszcza... Jeżeli już pierwszy duży album Anima Damnata jest tak dobry to aż strach się bać jak będą wyglądały kolejne. Już widzę jak pewien rogaty jegomość zaciera kopyta z zadowoleniem.
Ocena: 9/10
METAL HEART:
Anima Damnata narodziła się zespołem kultowym, takim zapewne również zdechnie, jednak mam nadzieję, że zanim to się stanie moje schorowane uszy będą raczone jeszcze kilkoma wydawnictwami Wrocławian. Czekałem, na tą płytkę bardzo długo, zapowiadana na koniec roku, pojawiła się na samym początku nowego..."Agonizing Journey..." mnie zabija, postęp, jaki dokonał się w muzyce nuklearnego kwartetu jest niesamowity. Nie wyobrażałem sobie, że można stworzyć coś bardziej brutalnego, chorego, ekstremalnego niż materiał, który znalazł się na "Gods of Abhorrence"...myliłem się i to bardzo. Mylą się również ci, którzy porównują Animę do dwóch zespołów na "B". Proponuję posłuchać nowej płyty i puknąć się w czółko...siekierą. Chyba trzeba odbierać dźwięki czymś innym, niż uszami, aby pisać takie bzdury. Przecież tamte zespoły ledwie, co potrafiły grać, a to, co ze swoimi instrumentami wyczyniają: Bestial Crusher of Holy Prophets, Necrolucas, Necrosodomic Corpse Molestator i Nocturnal Harvester of Christian Lambs and a Great Messenger of Subliminal Satanic Messages, stawia ich wśród najlepszych muzyków w tym kraju...Anima Damnata to również jeden z najbardziej oryginalnych zespołów, jakie słyszałem... nieprawdopodobne tempa, totalnie chore wokale, arytmiczne struktury i ten cudownie anty- ludzki klimat, budowany przez industrialne intra i teksty, po których przeczytaniu, niejedna chrześcijańska myszka połączyłaby się z Panem...Zaprawdę, gdy przyjmiecie pod swoje strzechy czwórkę rodem z "Apokalipsy" i złożycie hostię "Agonizing Journey..." na ołtarzu odtwarzacza, poczujecie zapach grobu i śmierci...Płyta genialna, Amen!
Ocena: 10
MULTUM IN PARVO:
No i mam w swoich łapach, debiut Anima Damnata. I więcej informacji nie powinno być wymaganych, bo w przypadku nowych krążków Anima Damnata, Azarath, Witchmaster i jeszcze paru innych kapel nie ma wątpliwości z czym przyjdzie się zmierzyć. Nic odkrywczego nie można napisać, bo i tak nikt nie uwierzy, że np. AD zaczęli grać romantycznie lub o zgrozo wolniej. "Agonizing..." chłoszcze po dupie niemiłosiernie brutalnymi utworami, smolistym i ciężkim brzmieniem. A czy zaskoczą czymś nowym tych, którzy spotkali się już wcześniej z ich muzyką? Na pewno nie. Ich zadaniem nie jest szukanie nowych dróg, lecz ciągłe napierdalanie brutalnego death metalu. I właśnie, death metalu bo od czasu do czasu można przeczytać opisy "bluźnierczy death/black metal". Bluźnierczy to ma się rozumieć, death metal to już w ogóle chyba kretyn by się nie skapł ale black metal? W którym momencie? Jak się puści krążek od tylu? Może kiedy laser skierować po przekątnej płyty? No nie wiem ale naprawdę pomimo moich szczerych chęci nie potrafię znaleźć choćby 10 sekund, które nawiązałyby do black metalu. Ale to już nie mój problem.
I jeszcze parę słów na temat okładki, która swoja droga zasługuje na "ochy i achy" przynajmniej ode mnie. Prosta i niby prymitywna ale bardzo dobrze pasująca zarówno do muzyki jak i do oblicza Anima Damnata. W czasie kiedy okładki są dopracowywane i tulone by jak najbardziej rzucały się w oko leżąc na sklepowej półce, ten obraz odpycha brakiem kolorów i wygląda na dosyć niechlujny. Kojarzy mi się on z jednym z moich ulubionych rysunków jaki został umieszczony na kasecie, a chodzi mianowicie o beligijski Blasphereion z płyty "Rest in Peace". Podobna kreska, podobny nastrój, po prostu takie okładki są najlepsze.
(10/10)
>>> submit
a review
|