|
WITCHMASTER - Masochistic Devil
Worship
<<<
BUY NOW online!
release date:
March 2002
format: CD, MC, LP limited to 300 egz.
catalogue number: (Moon CD 032, Moon MC 042, Moon LP 32)
playing time: 36m:46s
file under: Satanic Black Thrash Metal
availability: LP sold out, available
>>> biography >>>
"Masochistic
Devil Worship" consists of 11 tracks, including cover
versions of Sodom's "Blasphemer" and Sarcofago's
"Satanic Lust", of raw and extreme thrash/black metal.
The album comes out with a sick and bloody layout. Not for the
weak. Limited to 300 copies LP version on blood red
vinyl.
track list:
1.
Pain in Progress
2. Ultimate Satanic Sacrifice
3. Obedience
4. Blood Bondage Flagellation
5. Masochistic Devil Worship
6. W.U.R. 64
7. Necroslaughter
8. Death Fetish
9. Fuck off & Die MP3
10. Bitchmaster
11. Whipstruck Orgasm
12. Goathorn Witchfuck
13. Transgression
14. Daemonomania
15. Satanic Lust
16. Blasphemer
reviews:
Cadaver Newsletter 2/2002:
Fuck off & Die! This lovely quotation leaves not too
much free space for a human treatment. Sophomore output of
Polish WITCHMASTER is now rolling in my CD-player and I must
take a deep breath before I try to review the aural war they
wage with whoever that opposes. To be frank, reviews kill such
music, for the one deals with unspeakably insalubrious aura that
springs out of each song, creating audible, masochistic tortures
we all have to put up with. Being not that abstract I’d
incline to say “Masochistic Devil Worship”, in a sense,
differs from their former album entitled “Violence &
Blasphemy”. Certainly the newest one could not dispense with
the known anti-human attitude of theirs. Nevertheless, I must
meddle “Masochistic Devil Worship” seems not to be that
thrash-oriented as it was with the previously released debut.
Perhaps all the drastic line-up replacements may have link to
the musical difference. In spite of it you should not mourn for
anybody. “Masochistic Devil Worship” is even more
straight-forward, mind-corruptive, monstrously inhuman,
satanically abominable and so forth. They undoubtedly rallied
round and remorselessly assaulted with multiplied quantity of
hostile cannons. I guess that for all fellow-believers worth
hinting at might also be fact that except for own bewitching
pieces, the album contains two remarkably played cover versions
of Sarcofago (“Satanic Lust”) and Sodom (“Blasphemer”).
And the versions really ring true. No question please! The
record is overwhelmingly repulsive and thus ought to be taken by
all of you who think that missionary position is the best manner
to ejaculate. So, if you do not approve of bondage play, sexual
servitude, gang bang, daisy chain, bunnyfuck or masochistic
fulfillment then you have to be precluded of the club. Music
definitely not for women! Let them listen to their nice,
multi-faced sound, B-category bands. Smile at your girl and
perplex her with your suggestions after listening to “Masochistic
Devil Worship”. Good luck!
(Bart Donarski)
7 GATES:
Doskonała płyta? Rewelacja? itp. itd... Takimi to słowami zaczyna się 99% recenzji tej płyty w "prasie naszej sceny". I jestem przekonany, że połowa z nich wzbudza pusty śmiech samych wykonawców. Dlaczego? Sprawa jest oczywista, znając bardzo dobrze dokonania Sarcofago, Slayer i kilku innych "ze starych czasów" panowie pod wodzą Geryona wrzucili to do jednego tygla, dodali konkretną ilość perwersji, sporo wulgarnych wypowiedzi, umiejętności techniczne i... sukces! Nie chciałbym powiedzieć, że zażartowali sobie z nas.......ale kto wie... Jeden z recenzentów napisał, że gdybyśmy mieli taki Witchmaster 10 lat temu to pokazalibyśmy światu. Śmiem się z tym nie zgodzić, takich zespołów było wtedy tysiące, nie wiele z nich "dożyło" sędziwego wieku, to samo stało by się prawdopodobnie z Witchmaster. Nie myślcie jednak, ze recenzja ta ma na celu obniżenie wartości Witchmaster w waszych oczach, broń mnie od tego Szatanie. Zresztą sam wysoko cenię umiejętności muzyczne tworzących
Witchmaster, to naprawdę dobry zespół i bardzo dobra płyta, która trafiła na podatny grunt... Jeśli ktoś wie co mam na myśli. Ocena: 666
(7ibi )
WOLFPACK:
Panie Jezu! Niech mnie mysz w lateksie pożre jeśli to nie jest jedna z najbrutalniejszych i dosadnych płyt, jakie wyszły z kraju nad Wisłą i nie mówię tego tylko dlatego, że robiłem do niej okładkę. Tu się nie ma co rozwodzić, bo obok AZARATH i ich "Demon Seed", WITCHMASTER zasiada na tronie, górując nad tym smutnym jak pizda krajem i rządzi nim twardą reką i nie mówię tego tylko dlatego, że do AZARATH też robiłem wkładkę. Wy wszystkie buraki, narzekające na WITCHMASTER, zacznijcie słuchać metalu, to wam się spodoba i jeszcze wrócicie na kolanach, żeby Widelec W Buzi wychłostał wasze blade dupska. "Masochistic Devil Worship" brzmi jak maszyna wojenna, zapierdalająca do przodu w nieludzkim tempie (no bo jak maszyna ma być ludzka, redaktorze Hellbastardzie) i - jak to zwykle bywa w takich przypadkach - zgniatająca wszystkich na swej drodze śmiertelzgniłków. O ile debiut tych wesołych chłopcząt z Zielonej Góry był zaiste cudowny, to o jego następcy można powiedzieć tyle, że pozostawia daleko w tyle swego poprzednika i nic na to nie poradzimy. Geeenialna
thrash/blackowa młócka od początku to końca, to w skrócie to, co można znaleźć na
"Masochistic Devil Worship". Obrzydliwe, brudne, z piękną archaiczną rytmiką
riffy, bulgoczący bas i przede wszystkim (!!!) napędzające cały krążek swą grą partie perkusji w wykonaniu znanego nekropedosodomity z Tczewa -
Inferna. Naprawdę, nic poradzić nie mogę na to, że moim zdaniem, bez Inferna WITCHMASTER straciłby ani chybi jaja, bo jego gra nie pozostawia na słuchaczu suchej nitki - precyzyjna, ostra jak żyleta młócka od początku do końca, bez miejsc na popisy znane z AZARATH. Tu popisem jest ogół - czytelne, choć podłe brzmienie bębnów, mordujące przejścia i patologiczne brzmienie werbla (stary IMPALED NAZARENE się kłania, kurwa jego mać panowie!) doskonale komponują się z blackthrashowymi riffami Geryona i zwierzęcym wyciem nowego nabytku WITCHMASTER - wokalisty
Bastisa, który dzieląc się wokalami z Geryonem, na spółkę produkuje patologiczną mieszankę agresji, zła i desperacji ("Drink piss! Drink piss!" brzmi w "Obedience" niczym ryk wściekłej świni, gotów wystraszyć każdego wielbiciela kwadratowych zielonych plecaków). WITCHMASTER zdecydowanie znalazł na
"Masochistic Devil Worship" swą tożsamość, korzeniami tkwiącą może i w poprzednich dekadach, ale już chyba od tej pory rozpoznawalną z daleka. Dwóch coverów, którymi zespół również przyozdobił płytę
("Blasphemer" sodomitów z Niemiec i "Satanic Lust" tych, których płyty zabijają pozera w ciągu pięciu sekund) mogłoby tu w ogóle nie być, bo całość doskonale broni się sama, jako obrzydliwa i bezlitosna pięść w twarz wszystkiego. Nie tam tylko boga czy innego Jezusa. WITCHMASTER obije mordę każdemu, kto się nawinie. Tylko trzydzieści minut muzyki, której nie sposób nie chłonąć całym ciałem - machajcie łbami, tnijcie się, kopcie stojących obok w podbrzusze - cokolwiek zechcecie, WITCHMASTER będzie soundtrackiem do każdej zbrodni. Muzyka ze znamionami niepoczytalności umysłowej.
(Hellbastard)
INTERIA.PL:
Drugi album Witchmaster, podobnie jak w przypadku pierwszej płyty, to pozycja tylko dla fanów najbardziej ekstremalnych odmian metalu. Blackmetalowy mrok łączy się tutaj z brutalnością death metalu i surowością thrash metalu z wczesnych lat 80. Bezkompromisowy charakter muzyki podkreśla brzmienie, prymitywne i brudne. Nieprzypadkowo album zamykają przeróbki kompozycji dwóch najgorszych zespołów swoich czasów - "Satanic Lust" brazylijskiego Sarcofago i "Blasphemer" niemieckiej grupy Sodom.
"Masochistic Devil Worship" to całkiem nowe wcielenie Witchmaster, w którym oryginalny skład grupy reprezentuje jedynie Geryon (gitara, śpiew), znany również z ambientowego projektu
Profanum. Basistę Reyasha i perkusistę Vitolda, którzy grali na debiutanckim albumie ?Violence &
Blasphemy?, zastąpił szarpiący cztery struny Shymon oraz perkusista Inferno, znany m.in. z formacji Behemoth, Damnation i Azarath. Nowym nabytkiem jest również wokalista -
Bastis. Płytę nagrano w białostockim studiu Hertz (m.in. Trauma, Decapitated), podczas trwającej zaledwie trzy dni sesji nagraniowej.
HORNA:
Dotarła do nas bardzo obfita przesyłka od Pagan Records t to dosłownie dzień przed zamknięciem numeru. Pierwszą płytą którą wcisnęłem w pierwszej kolejności był świeżutki, nowy materiał Witchamster i nie zdziwi to pewnie tych którzy czytali recenzje poprzedniego materiału Witchmastera - 'Violence & Blasphemy', który do dziś dość często gości w moim odtwarzaczu. Witchmaster to zespół który łączy w sobie najlepsze cechy starego dobrego Speed/Thrash Metalu w najekstremalniejszym wydaniu a więc Kreator, Sodom, Slayer z Black Metalową polewką. Recenzowałem już sporo zagranicznych materiałów utrzymanych w takim stylu, ale ten zespół bije na łeb wszystkie inne tego typu kapele. Ta płyta to zecydowanie kontynuacja tego co zespół zaprezentował na poprzednim materiale, ale słychać tu już o wiele większe umiejętności muzyków - na bębnach Inferno - komentarz w jego przypadku wydaje mi się zbyteczny, już po wydaniu 'Pandemonic Incantations' Behemotha uznałem tego perkusistę za jednego z bardziej utalentowanych muzyków na naszej metalowej scenie. Reszta na pewno w tyle też nie pozostaje - znakomite gitarowe riffy, dużo Slayer'o podobnych zagrywek - perfekcja w każdym calu! Jeśli jeszcze komuś mało to na deser Witchmaster serwuje nam jeszcze kowery Sarcofago i Sodom. Zdecydowana czołówka polskiej sceny metalowej - sex, drugs and satan, he,he...
METAL RULEZ:
Kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z Witchmaster jeszcze przy okazji ich debiutu chodziła mi po głowie jedna myśl, która to mówiła, że „nikt dziś tak nie gra”. Jednak w muzyka zespołu z Tczewa miała konkretnego kopa, ba nawet bardzo mocnego kopa. Otóż panowie grali stary dobry black metal z wyraźnymi wpływami Venom. Osobiście bardzo lubię Venom, dlatego ich postawę, tj. swoiste wypięcie się na mody i nowoczesne wzorce przyjąłem z wielkim optymizmem i wręcz… radością, że wreszcie ktoś tak gra!
Pod koniec 2001 roku ta świetna ekipa w trochę odmienionym składzie tj. Geryon (git.), Bastis (wokal), Shymon (bas) no i... Inferno (perk.) w Hertz Studio zarejestrowała swój drugi LP.
Cóż tu dużo mówić. Chłopaki podkręciły trochę tempo, zamiast bomb i wojny walnęli jakieś spaczone odgłosy między utwory i nagrali kolejny kurewsko dobry i śmierdzący wódą oraz siarką album. Generalnie jest to materiał prosty, ale i niewiarygodnie wręcz wpadający w ucho. Inferno z kolegami do track listy wpisali dwa covery, którymi są „Satanic Lust” rzeźników z Sarcofago oraz „Blasphemer” wykonywany przez naszych sąsiadów zza zachodniej granicy – Sodom. Te dwa rodzynki nie odbiegają ani o milimetr od kompozycji autorskich Witchmaster.
Jeśli chodzi o teksty to idealnie pasują one do muzyki zespołu i wystarczy przytoczenie paru tytułów jak np. „Fuck Off & Die”, „Bitchmaster”, „Ultimate Satanic Sacrifice” lub „death fetish” by wiedzieć o czym mówią.
„Masochistic Debil Worship” już od paru dni nie chce wyjść z mego odtwarzacza i sądzę, że w nim jeszcze trochę pobędzie. Pan Tomasz Krajeńskim znów wypuścił na rynek kolejny świetny zespół... oby tak dalej!!!
Ocena: +8/10
MULTUM IN PARVO" - Recenzja nr 1:
Jakiś czas temu ukazała się druga odsłona diabelskiej formacji z Grunbergu (i Tczewa) pod wiele mówiącym tytułem "Masochistic Devil Worship". Mój stosunek do zataczającego coraz szersze kręgi trendu, czy raczej anty- trendu na granie w stylu Blasphemy-Sarcofago-Beherit jest obojętny. Niech każdy gra co mu się podoba, gada w wywiadach co mu się podoba i na stronach internetowych też niech se umieszcza co mu się podoba. Dlatego postanowiłem, że w ogóle nie będę się całą otoczką klimatów w jakich się m.i.n. Witchmaster obraca przejmował, a po prostu odpalę sobie płytkę i poczekam jakież to odczucia mną wstrząsną.
Wydaje mi się, że z całej tej blasfemiczno-oldskulowej ekipy Witchmaster ma najlepszy pomysł na łojenie dla rogatego. Ich kawałki to po prostu 2-3 minutowe wypierdy agresji, brutalności, siary i brudu. Fani takich kombinatorów jak Cryptopsy, Immolation, Meshuggah czy Yattering nie znajdą tu nic dla siebie. Struktura utworów jest bowiem wręcz punkowa. Akcenty położone są na właśnie prostotę, energię i zatęchłą, brudną, wulgarną atmosferę jaką epatuje ten krążek. Najlepiej nastrój twórczości Witchmaster oddają tytuły utworów: "Fuck off and Die!!!" czy "Bitchmaster" Ekipa Geyrona postanowiła iść najprostszymi środkami. Muza ma swój żywioł, chaos, rebelię...całość podlana typową dla stylu wulgarną perwersją i nie chodzi mi tu bynajmniej o te "damskie wokale" ;) umieszczone przed kilkoma utworami.
Naprawdę aż sam się sobie dziwię, że tak dobrze mi się tego słucha. Wydaje mi się, że każdy fan metalu co jakiś czas po prostu musi sobie walnąć płytkę, przy której odsłuchiwaniu z głośników buchało będzie: smołą, ogniem, ekstremą, seksem, wódą ? piekłem po prostu. Ja ilekroć będę miał ochotę na takie klimaty zapuszczę sobie "Masochistic Devil Worship".
(8/10)
MULTUM IN PARVO" - Recenzja nr 2:
Jako że we wszystkich recenzjach tej płyty, pojawiają się same zachwyty chciałoby się napisać coś oryginalnego. Niestety na usta pcha się tylko jedno otrzaskane stwierdzenie "bardzo dobra płyta". Przecież nie będę się wygłupiał i dla zasady pisał, że brzmienie chujowe, że zupa była zasłona i że to wszystko było grane kilkanaście lat temu. No właśnie, jak wytłumaczyć tajemnicę "sukcesu" Witchmaster? W swojej muzyce opierają się na wytartych do granic możliwości riffach i motywach z lat 80-tych i początku 90-tych, a mimo wszystko ludzie łapią się za ich płyty i jarają nimi jak łysy grzebieniem. Może diabeł tkwi w tym, że pomimo tej mody na styl retro, w naszym kraju nie ma za wiele "boys bandów", które chciałyby podjąć się zadania nagrania płyty w takim stylu. Ale może to i dobrze bo zamiast iść na ilość idziemy na jakość. "Masochistic Devil Worship" ciągnie z taką siłą jak nastolatka na klasowej wycieczce, czyli w miarę długo i z pełną parą. Każdy kto miał do czynienia z Witchmaster wie, że gości tu brud i smród, siła i bluźnierstwo i że na pewno nie będzie pitolenia na smyczkach czy mrocznego uderzania w trójkąt. Ekipa Geryona od początku swojej działalności stawia na prostotę przekazu, nie siląc się na pseudo inteligenckie zagrania, by podnieść swe notowania u "kindermetali". "Masochistic..." kończy się dwoma coverami i nie jest zaskoczeniem czyje utwory zostały wzięte na warsztat. Pierwszy "Satanic Lust" w oryginale zagrany przez Sarcofago, a drugi "Blasphemer" należy do niemiaszków z Sodom. Polecam pierw posłuchać oryginału i później wrócić do wykonania Witchmaster, zobaczycie, że pomimo uwielbienia dla tych kapel, zespół tchnął w te utwory własnego ducha.
Płyta zaczyna się pojękiwaniem jakiejś kobiałki i mówię wam, to intro świetnie nadaje się na dzwonek w komórce. Jeśli macie możliwość nagrywania dzwonków na swój telefon to wrzucajcie "Pain in Progress" i wtedy pozostaje wam tylko czekać jak zadzwoni w autobusie w godzinach szczytu. Gwarantuje niezły ubaw, a miny ludzi same mówią za siebie, haha.
(9/10)
>>> submit
a review
|