|
MISTERIA - Universe Funeral
data wydania:
listopad 2002
format: CD, kaseta
numer katalogowy: (Moon CD 034, Moon MC 044)
czas trwania: 72m:20s
styl muzyki: Folk/ Black/ Thrash Metal
>>> biografia >>>
"Universe
Funeral" i zawiera ponad 60 minut muzyki będącej
niesamowitą mieszanką Black, Death i Thrash Metalu. Nie zabrakło
także elementów folku, znanych już z poprzedniej produkcji
"Masquerade of Shadows". Album nagrany został w Manek
Studio z Arkiem "Malta" Malczewskim (min. BEHEMOTH) w
roli realizatora. "Universe Funeral", to
produkcja bardzo ambitna i nie należąca do najłatwiejszych w
odbiorze. Zespół ustawił poprzeczkę bardzo wysoko i efekt końcowy może być
dla wielu sporym zaskoczeniem.
"...zmieszaliśmy wszystkie gatunki w jedną
"Misteriową" miksturę. Przez to, że zrezygnowaliśmy
z użycia klawiszy, materiał może wydawać się mniej blackowy,
ale my chcieliśmy wszystko zamknąć w żywych instrumentach.
Muzyka z założenia miała być bardziej gitarowa, obniżyliśmy
strój gitar i przez to ich brzmienie jest może mniej czytelne
niż przy okazji "Masquerade of Shadows", lecz już
mniej bzyczą i są cięższe, bardziej jadowite... (...) Nie
chcemy tworzyć muzyki, która będzie rozpoznawalna po
pierwszym czy drugim kawałku i każdy już będzie wiedział
jaki będzie dalszy ciąg albumu. Chcieliśmy zaskoczyć, tak by
każdy numer atakował słuchacza z innej strony, wciągał do
dalszego słuchania tej płyty i odszukiwania coraz to nowych
rzeczy."
(Maniek/MISTERIA - wokal, gitara).
program płyty:
1.
Visions And Memories
2. Bashfully Deformed (Phobia)
3. Scorn
4. Katharsis
5. Forever... Beautiful... Dead Smile
6. Funeral (Folkien part II)
7. Sage
8. Modern Immortal Past (instrumental)
9. Children of The Snake
10. Paradise of Madmen
11. Cremation (666 version)
recenzje:
STREFA KLIMATYCZNA:
Lux Occulta prawdopodobnie uległa unicestwieniu. Ale żałoba po bądź co bądź fantastycznym zespole nie trwała długo. Szybko pojawił się twór, który jest w stanie zająć pozycję dawnych mistrzów ... Misteria intrygowała już na debiutanckim krążku, ale dopiero teraz w pełni (???) ujawniła swój potencjał, swą artystyczną pasję. No cóż, trzeba było być przygotowanym na taki wstrząs. Bo czego innego można oczekiwać po płycie, która już w tytule ma wpisany pogrzeb świata ...
A jednak można jeszcze zaskoczyć, można zmusić słuchacza do tego, by koncentrował się tylko na dźwiękach jednego zespołu i nie zastanawiał się co chwila, z czym kojarzą mu się dane motywy. Faktycznie, eksperymentalność Misterii przypomina na swój sposób to, co swego czasu proponowała Lux Occulta, ale na pewno nie należy tutaj popadać w uogólnienia i na siłę szukać podobieństw. Bo mimo duchowej więzi, te zespoły bardzo się od siebie różnią, wydobywają z dźwięków inne emocje. Misteria odważnie przekracza granice wyobraźni, umiejętnie balansuje na granicy deathu, klasycznego heavy, blacku i thrashu. W tę metalową glebę - podobnie zresztą jak na poprzednim dziełu- wsiąkają elementy folkowe. Misteria dokonała małego przewrotu- udało się jej bowiem wykreować klimat (cokolwiek by to pojęcie nie oznaczało :-) bez użycia klawiszy! No bo niby czemu ten instrument miałby zaśmiecać czystość gatunkową? Misteria doskonale radzi sobie bez takich ozdobników - na "Universe Funeral" dominują tradycyjne metalowe zasady. I wcale nie kłóci się to z osiągnięciem oryginalnego rezultatu. Takiej finezji mogliby pozazdrościć najpewniej czujący się w tym fachu artyści. Deathowa brutalność doskonale miesza się z thrashową motoryką i klasyczną melodyką. Dodajmy do tego odrobinę blackowego podmuchu i wspomniane już folkowe zabarwienia. No i oczywiście nie można zapomnieć o wokalach- poza growlami, krzykami i temu podobnymi gwałtami na głosie można tu znaleźć także normalne, heavy śpiewy.
"Universe Funeral" to smakowity kąsek dla miłośników metalowych melanży i dźwiękowej inteligencji. Misteria wypracowała sobie oryginalny, unikatowy styl. Porównania do Lux Occulty są trochę krzywdzące i nie zawsze adekwatne do rzeczywistości. Ale nie zmienia to faktu, że ta muzyka może wypełnić lukę pozostawioną po tej grupie.
8/10
HORNA:
Po znakomitym debiucie jakim był niewątpliwie 'Masquerade of shadows', na kolejny album Misterii czekałem z dużą niecierpliwością. I oto przede mną najnowsze dzieło zespołu Misteria zatytułowane 'Universe Funeral', wydane nakładem Pagan Records. Co należałoby w pierwszej kolejności powiedzieć o tym albumie to na pewno to, że jest on na pewno nieco odmienny od debiutanckiego albumu. Misteria odeszła nieco od klimatów w jakim osadzony był 'Masquerade...' a więc rozbudowanego Black Metalu, na rzecz również (a nawet bardzo) rozbudowanego... Misteria Metalu. Tak, tak chyba najłatwiej nazwać to co prezentuje ten zespoł na 'Uinverse Funeral', ponieważ mamy tu do czynienia z na prawdę oryginalnym i pełnym niekonwencjonalnych pomysłów albumem. Jak już wspomniałem nie usłyszycie na tym materiale tak wiele wpływów Black Metalu jak na 'Masquerade...' ale nie oznacza to, że wpływy tego gatunku zniknęły całkowicie z muzyki Misterii. Takowe nadal się pojawiają ale już nie w tak dużym stopniu. Poza tym Misteria jeszcze bardziej rozszerzyła swoje horyzonoty muzyczne - co ciekawe dużo na tym materiale czystego folku a nawet klimatów prawie że Doom Metalowych, tak charakterystycznych dla takich zespołów jak choćby Anathema, że nie wspomnę już o thrash metalowych naleciałościach. Jak więc widzicie zawartość muzyczna 'Universe Funeral' jest na prawdę bardzo rozległa i na pewno czyni ten materiał bardzo ciekawym. O umiejętnościach technicznych i samych pomysłach tego zespołu nie będe już wspominał, bo pod tym względem zaskoczyli mnie już na pierwszej płycie - możecie więc się tylko domyśleć co się dzieje na tej...
MROCK:
Misteria, która niestety ostatnio przechodzi przez jakieś dziwne komplikacje składowo-nazwowe, to kapela profesjonalna pełną gębą. Dwie płyty, jakie wydała pod skrzydłami Pagan Records (Masquerade of Shadows oraz właśnie opisywana) to perełki na naszym metalowym maleńkim rynku oficjalnym (mniej, w odróżnieniu od undergroundu, prężnym). Misteria dumnie króluje pośród niepewnych i zazwyczaj słabiuteńkich produkcji wywodzących się ze stajni niejakiego Tomasza D. ze Śląska poszukiwanego przez Metal Militia za wypuszczanie na światło dzienne chłamu, który powinien jeszcze długo pozostać w zamknięciu, gdzieś w garażu w Pipidowie Górnym. Mam nadzieję, że zainteresowani wiedzą, o co chodzi...
Tak czy siak, Universe Funeral ma szansę stać się płytą klasyczną. Obecne na niej połączenia – a może raczej mezalianse – różnych, czasem skrajnych stylów nie są może niczym nowym, ale misteryjna kompania wykonuje swą robotę przednio po prostu i przekonująco.
Najwięcej tu oczywiście black metalu, ale trzeba sobie jasno powiedzieć: nie jest to black w czystej, tzn. czarnej, formie. Nie jest to też na szczęście typowo skandynawska jego odmiana bogata w klawiszowe plamy i puchnąca niczym napompowany balon. Owszem, Masquerade of Shadows oscylował jeszcze w zbliżonych temu rejonach, lecz ostatnia płyta szczęśliwie uwalnia Misterię od zarzutu nadmiernej „norweskości”. Muzycznie Universe Funeral lawiruje między klasycznie thrashowymi gitarami (z elementami blacku i deathu), blackowym wokalem, takąż sekcją (również thrashową i doomową) oraz – co bodaj najważniejsze i najbardziej charakterystyczne – folkowymi zagrywkami, wstawkami, zaśpiewami, ozdobnikami itd. To one właśnie stanowią o odmienności brzmienia kapeli. Doskonale łącząc się z ciężką muzą tworzą nową jakość, jakiej nikt jeszcze nie wymyślił. To znaczy, próbowano, owszem, nie raz, lecz mnie osobiście rezultaty nie odpowiadały. Dopiero Misterii udało się stworzyć dzieło, które powala od pierwszego przesłuchania.
Dużo tu melodii, dużo czystych wokali, dużo przestrzeni, dużo fajnych klimatów wreszcie. A kiedy z głośników sączy się Funeral (Folkien part II) jest po prostu pięknie i mistycznie. Albo poprzedzający go Forever... Beautiful... Dead Smile... – kawałek pełen niezwykłej siły oraz jakiejś bliżej nie określonej… melancholii. Zresztą, którykolwiek numer bym nie wymienił, to i tak rozpływałbym się w zachwytach. Na wielu płytach przynajmniej do jednego kawałka można się przyczepić. Ale nie tu. Poważnie.
Mimo, a może za sprawą, skomplikowanej konstrukcji większości kompozycji album urzeka zarówno lekkością słuchania – co w przypadku produkcji metalowych nie jest wcale takie oczywiste – jak i potęgą. To nie jest łatwe do uzyskania połączenie, stąd moje uznanie. Utwory są formalnie trudne, a w obrębie jednego kawałka klimat potrafi zmienić się kilkakrotnie – to także oznaka sporych umiejętności muzyków.
Zachęcam zatem niniejszym wszystkich, którzy jeszcze nie zdążyli poznać ostatniej – mam nadzieję, że nie ostatniej w ogóle – propozycji Misterii, żeby czym prędzej popędzili do sklepu i ją nabyli, bo długo nie było i pewnie przez czas jakiś jeszcze nie będzie płyty tak dla polskiego metalu ważnej. Majstersztyk!
Ocena: 9.2
BORN TO DIE:
Ja dobrze wiedziałem, żeby nie zaczepiać tej przebrzydłej MISTERI, ale gdzie tam przecież kolesie fajowo grają, będziemy mieli ucztę duchową! No i mam tyle, że histerie!!!! Kapeli teoretycznie nie ma a "Universe Funeral" pozostało!!!! Co można napisać o zespole, który wymieszał wszystko, co jest mi znane (może) dokładnie... ekstra muza, zajebisty sound, rewelacja pod każdym względem. To tylko slogany. Czy on wystarczą, aby ktoś się do nich przekonał? Głupie pytanie, biorąc pod uwagę fakt, że każdy śmiertelnik lubujący się w metalu zna doskonale ich twórczość! Najlepszym sposobem na opisanie płyty byłoby wrzucenie Mańka i jego funfli do jakiejś szufladki i sprawa załatwiona. Jednakże tego nie da się zrobić. Oni po każdej próbie zręcznie wymykają się na powierzchnie szczeliną... zresztą nawet nie wiedziałbym do jakiej ich wcisnąć zbyt duża kumulacja stylów. Pewne jest to, że obojętnie, w jakich tempach są ich utwory za każdym razem odnoszę dziwne uczucie. Może nawet nie uczucie, ale stan bardziej pasujący do tego, w którym najczęściej znajdują się ludzie na rozdrożach. Nie wiesz, którą wybrać drogę. Całe szczęście, że jest ta przedziwna atmosfera emanuje z "Universe Funeral" ni to euforia ni to idylla! Po raz kolejny daje ciała na całej linii frontu jestem nawet pewny, że przegrałem batalię! Tego nie da się opisać w prosty sposób to trzeba słuchać i delektować się możnością samego obcowania z tym materiałem!
METAL HEART:
Pamiętam, że kiedy usłyszałem pierwszy album Misterii nie wywarł on na mnie większego wrażenia. Właściwie mógłbym powiedzieć, że nie spodziewałem się zbyt wiele po tym zespole. Życie jednak płata figle i drugi album zespołu, może nie tyle powalił mnie na kolana, ale na dość długo zagościł w moim odtwarzaczu CD. W porównaniu do jedynki "Universe Funeral"... nie, debiut nie wytrzymuje porównania. Muzyka niezwykle ambitna, dość nieprzewidywalna, wymagająca... Czy można wytworzyć klimat bez użycia klawiszy? Misteria pokazuje, że tak. Kolejna sprawa, która mnie zaskoczyła to postęp Mańka w robieniu wokali. Okazuje się, że śpiewa już dużo czyściej niż to było kiedyś. Muzyka dodatkowo przeplatana okrzykami, skrzekami i growlem, przepełniona jest ekspresją. Jeszcze więcej jest tu odwołań do folku i jeszcze więcej różnorodnego metalu. Poprawiło się także brzmienie (materiał nagrywano w różnych studiach, a mastering odbył się w Hertzu). Jest może odrobina wpadek i niedociągnięć w muzyce zespołu, ale wydaje mi się, że bynajmniej nie jest to szczyt możliwości Misterii. Nigdy nie spodziewałem się, że tego rodzaju muzyka przypadnie mi do gustu, ale stało się... i szczerze polecam ten album.
Ocena: 7.5
MULTUM IN PARVO:
Dopiero co Misteria dobiła do grona zespołów oryginalnych, nietuzinkowych i wartościowych, a już doszło do dziwnego rozłamu w składzie. Stawia to przyszłość Misterii pod dużym znakiem zapytania. Pozostaje nam rozkoszować się "Universe Funeral", bo jest czym. Zespół namieszał, zakotłował i wysmażył tak zakręconą płytę, iż chyba bardziej się nie da. Ten krążek to istny tygiel styli, gatunków i pomysłów. Misteria gra death/black/thrash/heavy/folk fucking metal!!! Wsłuchując się w poszczególne utwory potencjalny odbiorca może dostać niekontrolowanych zawrotów głowy, uszopląsów i wytrzeszcz oczu, który na zawsze oszpeci jego prezencję. W takim "Visions and Memories" mamy death metalowego kopa wymieszanego thrashową siarą, obrzezano to wszystko foklową wstawką, która łeb urywa. "Forever... Beautiful... Dead Smile" przypomina w dużym stopniu twórczość Borknagar. Jest to wspaniała, podniosła pieśń, w której Maniek jawi się jako wytrawny i cholernie wszechstronny śpiewak. Zresztą cała płyta jest potwierdzeniem istnienia potężnych sił natury w strunach wokalisty. Maniek potrafi zapiszczeć niczym Dani z Kredek, zacharczeć niemiłosiernie nisko, wydzierać się i piknie śpiwać! Dodać należy koniecznie, że zespół wraz z Maltą wyczarowali oryginalne brzmienie. Niby klarownie i przestrzennie, a nie brakuje tu brudu i jadu. Tak, zupełnie na koniec podzielę się jeszcze jedną refleksją: kawałek "Funeral" rozłożył mnie na łopatki, a gdy zespół śpiewa "forgive me, father from this day my name is folkien" dostaję wysypki gęsiej skórki.
(9/10)
|