|
MOON - Daemon's Heart
data wydania:
wrzesień 1997
format: CD, kaseta
numer katalogowy: (Moon CD 010, Moon MC 020)
czas trwania: 30m:06s
styl muzyki: Black Metal
>>> biografia >>>
Szybki,
bezkompromisowy Black Metal ze sporą dozą oryginalności.
Projekt Cezara z
CHRIST AGONY wspomaganego na bębnach przez Doca z VADER.
program płyty:
1. The Shadow
2. The Suffering
3. Confession MP3
4. The Shining
5. Daemon's Heart
6. The Curse
7. Sacrifice
8. Scorn
9. Unholyblood
recenzje:
NOVUM VOX MORTIS Nr 1/97:
Ocena: 4,6/5
MOON... O tym zespole (chyba lepiej byłoby powiedzieć:
projekcie) mówiło się już od dawna. Można nie lubić lub też
zachwycać się dorobkiem CHRIST AGONY, ale nie sposób
kwestionować znaczącej pozycji tego zespołu na naszej scenie
podziemnej. Dlatego też nie ma nic dziwnego w tym, że wielu z
niecierpliwością czekało na solowy album jej lidera. Smaczku
dodawała również kontrowersyjna zawartość
"Darkside" - ostatniego albumu CHRIST AGONY, który
tak naprawdę też był dziełem Cezara (oczywiście nie chodzi
mi tu o sprawę sesji nagraniowej). Często padało pytanie: jaką
drogą pójdzie rzeczony Cezar kreując oblicze MOON? Dokładnie
w imieniny szefa PAGAN Records (wszystkiego dobrego Tomaszu!)
"Daemon's Heart" wreszcie pojawił się w obiegu, dając
tym samym kres wszelkim spekulacjom.
Już po pierwszym przesłuchaniu tego albumu można z pełnym
przekonaniem powiedzieć jedno: Cezar na pewno nie pozbył się
fascynacji możliwościami wszelakich elektronicznych urządzeń
muzycznych. MOON nie jest tworem aż tak syntetycznym jak
DIABOLOS RISING, ale myślę, że wspomnienie o MYSTICUM ma w
kontekście "Daemon's Heart" pewne wytłumaczenie. Oba
zespoły bez zazenowania całkowicie zastąpiły uderzenia
"żywego perkusisty" uderzeniami w klawiaturę
komputera programującego przeróżne, niejednokrotnie niemożliwe
do zagrania przez człowieka, wariacje. Czy to żle? Rzecz
gustu... W każdym razie na "Daemon's Heart" dominują
szaleńcze kanonady, za których postać odpowiedzialny jest,
kojarzony przede wszystkim z VADER, Docent (czyli ten sam, który
perkusyjnie oprawił "Darkside"). Oprócz niego, w
sesji nagraniowej wziął udział jeszcze niejaki Andy, który z
kolei uzupełnił materiał brzmieniem keyboardów. Jak można
odebrać jego funkcję przy ocenie finalnego kształtu
"Daemon's Heart"? Rzeczony Andy na pewno wzbogacił cały
album o pierwiastki przewrotności (tak jak w przypadku
instrumentalnego "Sacrifice"), ale nie ukrywam, że
chyba byłoby lepiej, gdyby jego obecność była mocniej
zaznaczona (tak jak w "Scorn"). Wówczas brzmienie
zyskałoby swego rodzaju "gęstości", której chyba
odrobinę brakuje. Tym bardziej, że "Daemon's Heart"
raczej trudno nazwać płytą gitarową - praca tego instrumentu
nie tworzy nie tworzy charakterystycznej "ściany", a
dżwiękom wydobywanym przez Cezara za strun dalekojest do ciężkości
jaką CHRIST AGONY udało się osiągnąć na
"Moonlight". Właściwie zawsze na pierwszym planie są
wspomniane wariacje Docenta i śpiew persony odpowiedzialnej za
powstanie MOON. Swoją drogą trzeba przyznać, że Cezar zdołał
nagrać partie wokalne w sposób nieco odbiegający od tego, co
dotąd zrobił w swoim macierzystym zespole - na "Daemon's
Heart" jego głos jest wyrażniejszy , a przy tym
mocniejszy i pewniejszy.
Na koniec zostawiłem kwestię, która na pewno pojawi się w
wielu dyskusjach - jak album MOON ma się do dorobku CHRIST
AGONY? Cóż, na "Daemon's Heart" znajdują się
momenty lub nawet całe utwory mogące z powodzeniem znależć
się na krążkach drugiej z wymienionych kapel (np. "The
curse"), ale generalnie różnic jest sporo. Przede
wszystkim MOON jest bardziej bezpośredni, mniej zawikłany w różnych
środkach wyrazu - kolejne utwory są krótkie (30 minut, a aż
10 kompozycji!), szybkie, proste i agresywne (wyjątek stanowi
"Unholyblood"). Na dziełach CHRIST AGONY chodziło o
dramaturgię, rozwijanie nastroju - tymczasem "Daemon's
Heart" jest symbiozą prostoty, szybkości i agresji. Nie
jestem może zachwycony, ale uważam, że to symbioza udana.
(Michał Kraszewski)
THRASH'EM ALL nr9/97:
Ocena: 10/12
Cezar po zawieszeniu działalności CHRIST AGONY po prostu eksplodował pomysłami i chyba nie trzeba się dziwić, że w międzyczasie nagrał dwa bardzo dobre materiały pod nowymi szyldami. Jednym z nich jest
MOON, który początkowo rozumiany jako studyjny projekt, przerodził się w regularnie działający zespół. Sprawy potoczyły się szybko, gdyż MOON to wyłącznie szybkość. Przepięknie rozdmuchane tempo, które utrzymuje się od pierwszego
"The Suffering", a kończy się w 30 minucie w "Unholyblood". Koncepcja płyty jest bardzo prosta i słyszalna. Rytmicznie i na pełnych obrotach, melodyjnie, ale na tyle brutalnie i dynamicznie, by nie popaść w niebezpieczne rejony. Miał to być album utrzymany w starych klimatach, a wyszła dość wybuchowa mieszanka nowych trendów black metalu, starego death metalu, symfonicznych zapędów, czy wreszcie dosłownego
wymiotu. Zmieniony głos Cezara, tym razem krzykliwy, chociaż nie pozbawiony melodii. Rozpędzona perkusja, nadająca wszystkim utworom charakterystycznego pomruku. Dudniące taktowce - to robota sesyjnie zaproszonego Doca z
Vader. Ściana dżwięku stworzona przez gitary, dudniący bas i instrumenty klawiszowe. Materiał na tyle krótki, aby nie zanudzić, chociaż przytrafiają się momenty, gdy słychać, że Cezar bardzo się spieszył z komponowaniem utworów. Bardzo dynamiczny i równy
"Confession", potężny "The Shining", rozpędzony
"Sacrifice" i chyba najlepszy na płycie - "Unhlyblood". Bardzo dobry debiut.
Mariusz Kmiołek
MORBID NOIZZ nr 3/97:
Ocena: 9/10
Obok Vadera na płytę właśnie tej formacji oczekiwano w Polsce z największa niecierpliwością. Stało się tak zapewne dlatego, ponieważ zawieszono działalność boskiego Christ Agony po wydaniu niedocenionej przez słuchaczy płyty
"Darkside" a i samo firmowanie tego projektu imieniem Cezara nadawało temu przedsięwzięciu pewnego smaczku. W każdym razie każda wzmianka o MOON była dokładnie studiowana. I wreszcie doczekaliśmy się. Premiera debiutanckiego krążka miała miejsce 22 września. Choć w tym przypadku trudno mówić o jakimkolwiek debiucie, bowiem Cezar i Doc to osobistości, które na nie tylko polskiej scenie metalowej charają od ładnych kilku obiegów ziemi dookoła słońca, choć raczej wypadałoby powiedzieć księżyca, ale z doświadczeń astronomicznych wiemy, że to księżyc wiruje wokół ziemi, więc określenie to nie byłoby prawdziwe. I tak żle i tak niedobrze. Ale jako że MOON to nowa nazwa, to o pierwszym wydawnictwie nią firmowanym można rzeczywiście powiedzieć, że jest inauguracyjnym.
"Daemon's Heart" zawiera 9 agresywnych i brutalnych kompozycji black metalowych, brzmiących świeżo i oryginalnie. Muzyka jest ciężka, gęsta,mroczna, szybka i pełna ostrego wyrzynania, wzbogaconego dodatkowo świetnym klawiszem.
"The Shadow", "The Suffering", "Confession",
"The Shining", "Daemon's Heart", "The
Curse", "Sacrifice", "Scorn", "Unholyblood" po prostu zabijają, powalają na kolana, miażdżą, wgniatają w najtwardszy nawet beton. Oczywiście nie da się w tym przypadku pominąć porównań z Christ Agony i myślę, że za najlepszy komentarz w tej kwestii niech posłużą słowa umieszczone na reklamówce tego albumu:
"brutalniej niż na "Daemonseth act II", mroczniej niż na
"Unhlyunion" i w innym miejscu znajdziemy takie oto słowa:
"nowa inkarnacja Christ Agony...". Wkraczając zaś w tematykę wokalno-tekstową, to również w tym przypadku posłużę się cytatem: # I Am The
Night/ I Am The Cry/ I Am The Heart Of The Daemon# ("Daemon's
Heart"). A jak śpiewa Cezar wszyscy wiemy. MOON to totalne zjawisko, które niewątpliwie ma szansę na zdobycie serc wszystkich metalowych demonów. Mam nadzieję, że MOON skompletuje drużynę i zagości na scenach koncertowych zmiatając je z powierzchni ziemi niczym tornado. Mało było w tej recenzji słów i wyłącznie o muzyce, ale co miałem pisać, tego po prostu trzeba posłuchać, a wtedy sami stwierdzicie, że jakakolwiek opowieść o niej byłaby tylko czczą paplaniną. I już kończąc po raz kolejny przyjdzie mi powiedzieć: AVE CEZAR!!!
(SzymKo)
METAL SIDE NR 1/98:
Ocena: 8/10
Nie wyrokowałbym pochopnie, że Cezar jako twórca się wypalił. Jestem skłonny powiedzieć, że to co robi, coraz dalej brnie w jakiś wyalienowany obszar, ale z pewnością nie jest to wizerunek przygasającego ognia. Moon można by ostrożnie porównać do starych dokonań Christ
Agony, ale to nie wszystko. Owszem, podobieństwo jest nawet duże... Jest coś jednak w "Sercu demona", co każe zweryfikować skrajne opinie na ten temat. Może to chłodna, nieco syntetyczna praca, jaką wykonał Docent, może...? Ciężko mi to scharakteryzować, gdyż odbieram tą płytę w bardzo specyficzny sposób. Podczas, gdy Christ Agony uwalniał mnie od żądz, a po takich albumach jak
"Moonlight" czuje się jak zagoniony ogar, z Moon jest inaczej. Po wysłuchaniu tej płyty, czuję się jakiś dziwnie wygaszony, odarty z emocji... Prosty, niemal siermiężny materiał jest jednak w jakiś sposób natchniony. Nie ukrywam, że zawsze uważnie przyglądałem się poczynaniom Cezara, nie ukrywam że zawsze zdołał mnie zaskoczyć. Moon pozornie wydawał się bardziej dostępny. Okazało się, że tak nie jest, wystawiając notę czas jakiś po ukazaniu się albumu, nadal pełen jestem dziwnych i nieokreślonych słowami odczuć.
Dar(e)k
|